- Krew, pot i łzy! Rozmowa z Januszem Imiołczykiem.
Korzystając z kilkudniowej przerwy w rozgrywkach postanowiliśmy porozmawiać z “drugą połową” duetu trenerskiego Akuny Naprzodu Janów, Panem Januszem Imiołczykiem i zapytać o nastroje panujące w szatni przed ostatnimi meczami w sezonie 2009/10.
Andrzej Wróblewski: Od ponad miesiąca wraz z trenerem Krzysztofem Kulawikiem dzieli pan obowiązki szkoleniowca Naprzodu. Jak układa się współpraca między wami ?
Janusz Imiołczyk: Bardzo dobrze. Krzyśka znam od lat. Pracowaliśmy już razem w katowickim GKS-ie i zawsze dobrze się rozumieliśmy.
Wróćmy na moment do fazy play-off. Jak zawodnicy przyjęli porażkę w Sosnowcu, kiedy wiadomo było, że nie wystąpią już przed własną publicznością?
- Gorzej było chyba po pierwszym meczu, kiedy zwycięstwo było na wyciągnięcie ręki. W drugim zawodnicy co prawda “dociągnęli wynik” z 5-0 na 5-4, jednak w końcówce się trochę “zagotowali” i skończyło się tak, a nie inaczej. Nie przełknęliśmy tej żaby szybko, troszkę to bolało, tym bardziej, że momentami byliśmy blisko…
Co myśli Pan na temat rozgrywania spotkań 5-8 ?
- Zupełnie inna motywacja jest kiedy gra się o najwyższą stawkę. Wszyscy nasi potencjalni przeciwnicy walczą o lepsze miejsce w tabeli. My po zajęciu piątego musimy bronić tej pozycji – co z punktu widzenia psychologii sportu jest dla nas niekorzystne. Jeśli chodzi o stronę szkoleniową – mecze te mają jakiś sens, natomiast biorąc pod uwagę ekonomię i organizację – powiedzmy sobie szczerze – tłumów na tych meczach raczej się nie spodziewamy.
Po ostatnich spotkaniach zawodnicy niejednokrotnie przyznawali, że w ostatnich meczach dadzą z siebie wszystko – właśnie dla publiczności, która po sezonie zasadniczym nie miała okazji zobaczyć drużyny na własnym lodowisku…
- Jest to jak najbardziej aktualne. To jeden z elementów, którego z trenerem Kulawikiem używamy przy motywowaniu drużyny. Często może brakować umiejętności ale mamy wysoko uniesioną głowę… chęci… i serce do walki. To atuty, które chcemy “sprzedać”. Krew, pot i łzy… to słowa, które powtarzamy zawodnikom nieustannie. Każdy kibic – widzący zaangażowanie swojej drużyny – jest w stanie wybaczyć bardzo wiele.
A jak się przedstawia skład drużyny na najbliższe mecze ? Wiemy przecież, że oprócz kontuzji, na zawodników zostały nałożone kary po meczu w Sosnowcu…
- Kontuzjowani są Słodczyk (kolano), Kubenko, Działo ma od dłuższego czasu problemy z pachwiną, Kulik z plecami. Jeśli chodzi o kary Słodczyka i Zatko to nie skutkują one absencją w kolejnych meczach (nie było wcześniejszych przewinień zawodników z tego samego paragrafu – przyp.red.). Walczymy i robimy jednak wszystko, żeby chłopcy zagrali już w piątek.
Czy na ostatnie mecze wprowadzane są jakieś zmiany w treningach, czy wygląda to dokładanie tak jak w sezonie zasadniczym ?
- W tej chwili nic nowego nie wymyślimy i specjalnej taktyki na Stocznię nie ustalamy. Zagramy to co robimy najlepiej – atakujemy przeciwnika i “siadamy” na niego zanim zdoła opanować krążek (uśmiech). Ponieważ w ostatnich dniach mieliśmy trochę więcej czasu, zmieniliśmy nieco cykl treningowy. Nastawiony jest głównie na szybkość i wytrzymałość.
Jakie jest Pańskie nastawienie do systemu rozgrywek w bieżącym sezonie ?
- Do takiego systemu trzeba się odpowiednio przygotować. Tak poważne zmiany wprowadza się co najmniej z rocznym wyprzedzeniem. “Bonusy” – na przykład – mają rację bytu przy grze do większej ilości zwycięstw, wtedy nie ma możliwości nie zagrania u siebie. U nas “kłóci się” to z terminarzem – nie ma tyle wolnych terminów. Wiem, że podczas wprowadzania zmian trudno ustrzec się od błędów – uważam jednak, że było ich zbyt dużo.
Jakby Pan podsumował dobiegający końca sezon. Co się udało w klubie poprawić, a z czym były największe problemy?
- Nie będę oceniał pracy poprzedniego trenera. Uważam, że pod jego nieobecność byłoby to nie na miejscu. Z punktu widzenia szkoleniowego przejęliśmy drużynę w wyjątkowo niedobrym momencie, po jednym treningu mieliśmy mecz wyjazdowy. Próbowaliśmy zmienić coś w mentalności zawodników, zaszczepić w nich to co gdzieś się zatraciło, czyli świadomość walki do końca. Na pewno zawodnicy odczuli wzrost natężenia treningów, wzrosły również wymagania. Widać więcej zaangażowania, woli walki i gry zespołowej. Zawodnicy mają stanowić zgrany kolektyw, zarówno na lodzie, jak i poza nim.
Ostatnio często słyszy się głosy na temat zmiany obywatelstwa Mariana Kacira i Miroslava Zatko. Jak w chwili obecnej wygląda ta sytuacja ?
- Procedura jest bardzo skomplikowana i może trwać od kilku miesięcy nawet do kilku lat. Sprawa jest w trakcie załatwiania. Klub pomaga zawodnikom pośrednicząc w załatwianiu spraw urzędowych. W tej chwili pozostaje tylko czekać.
Kandydat do mistrzostwa PLH…
- Myślę, że Cracovia… stabilny skład, duży potencjał, największe możliwości… aczkolwiek kibicuję śląskim klubom.
A propos Cracovii. Dowiedzieliśmy się o możliwości występu Cracovii w austriackiej lidze hokejowej EBEL…
- Konfrontacja z lepszymi zawsze przynosi dobre skutki. Zauważmy jak mało polskich drużyn ma możliwość sprawdzenia się z wartościowymi zespołami z zagranicy. Wiem, że w znacznym stopniu odbiegamy poziomem od innych ale myślę, że im więcej kontaktów z drużynami z Europy – tym lepiej dla polskiego hokeja. Dopiero wtedy możemy zobaczyć w jakim miejscu jesteśmy.
Zostawmy może już rodzime podwórko. Wszyscy pasjonujemy się ostatnio występami światowej czołówki hokeja. Jakieś porównanie do PLH…? (uśmiech)
- Nie bądźmy masochistami… nie porównujmy tego. (śmiech)
W takim razie kto jest Pańskim faworytem na Igrzyskach ?
- Są trzy drużyny, które preferuję… Kanada, Szwecja i Rosja. Kanadzie kibicowałem od dziecka, w Szwecji zostawiłem sporo serca i zdrowia , tak więc coś mnie łączy z tym krajem, z kolei jak widziałem grę Rosji… dech zapiera, na prawdę przyjemnie ogląda się taki hokej.
Bardzo dziękuję za rozmowę.
- Również dziękuję.






- Polski Związek Hokeja na Lodzie w procesie szkolenia jest całkiem nieobecny. Nie ma żadnych programów szkoleniowych. Jeśli sam się w odpowiednie materiały nie zaopatrzę, to nie mam. Na szczęście gramy w czeskiej lidze. Więcej na stronach katowickiej
Hokeiści Energi Stoczniowiec Gdańsk we wtorek po raz pierwszy w tym sezonie mieli zagrać przed własną publicznością. Mecz Pucharu Polski z GKS Tychy został jednak odwołany. Więcej na stronach trójmiejskiej
Toruńska drużyna, w mocno osłabionym składzie, zremisowała z Mazowszem Warszawa w przedostatnim meczu kontrolnym okresu przygotowawczego. Więcej na stronach
Hokeiści Sokołów po nieudanych barażach o PLH przygotowują się do rozgrywek w pierwszej lidze. Podopieczni Wiesława Walickiego zmagania zainaugurują 11 września, kiedy to podejmą na Tor-Torze UHKS Mazowsze. Więcej na stronach toruńskiej
- Do końca tego tygodnia muszą zostać dopięte wszystkie kontrakty - powiedział trener Comarchu-Cracovii, Rudolf Rohaczek. - Kadra musi być już skompletowana. Więcej na stronach
Zaczynaliśmy turniej w 35, a skończyliśmy bodaj w 15 - martwił się Marcin Jaros, kapitan sosnowieckich hokeistów. Więcej na stronach katowickiej
Jeszcze tylko dzisiejszy trening w Tychach i mecz kontrolny z Aksam Unią Oświęcim w piątek i hokeiści Comarchu-Cracovii będą mogli odetchnąć z ulgą. Skończą się codzienne wyjazdy z Krakowa. Więcej na stronach 












Bardzo fajny wywiad super robota Andrzej oby tak dalej
1Dzięki Piotrek :)
2Przeczytałem z uwagą ten wywiad bardzo dobry brawo Andrzej miałem okazję nie raz rozmawiać z Panem Januszem Imiołczykiem bardzo sympatyczny w rozmowie, zna się na rzeczy i bardzo dobrze się orientuje w naszych realiach i poziomie hokeja w naszym kraju.
3Mirku dlatego widziałbym p. Imiolczyka i p. Kulawika na ławce trenerskiej w przyszlym sezonie.
4Andrzeju a tobie… JESTEŚ WIELKI. Kolejny świetny artykuł. Życze pomysłów i przede wszystkim zdrowia. Bo przecież jest też życie prywatne.
Dzięki Dareczku :) Dzięki m.i.n takim ludziom jak Wy mam jeszcze siłę na cokolwiek :)
5