Kilka prostych kroków, czyli jak zapełnić hokejową widownię.
Nie pytaj dlaczego musisz dać coś kibicowi, zastanów się co kibic może dać tobie – to motto, które w każdym polskim klubie hokejowym powinno wisieć nad drzwiami prezesów, dyrektorów i specjalistów od marketingu.
Zbyt często zapominają, że hokej to sport widowiskowy, który ma rację bytu tylko wtedy, gdy będzie popularny… a wówczas każda godzina pracy i włożona w przygotowanie złotówka – zwróci się z nawiązką, bo nowy kibic w końcu przyprowadzi rodzinę, przyjaciół, zapłaci za bilet, gadżety oraz smakołyki. Po wielu latach na hali, kilku – w innych obiektach sportowych śmiem twierdzić, że marketing to hokejowa bolączka znacznie większa niż niedostatki techniczne.
Tytułem wstępu – żaden sport bez publiczności nie ma po co funkcjonować. Bo przecież nie chodzi tu wyłącznie o samozadowolenie z gry zawodników, czy wzajemne gratulowanie sobie sukcesów przez działaczy. Gdyby tak było – moglibyśmy wszystko rozgrywać przy zamkniętych trybunach i wszyscy byliby szczęśliwi. Nie bez powodu popularność i medialność poszczególnych rozgrywek mierzy się frekwencją na trybunach czy przede telewizorami, a dobrze dopingowani zawodnicy podkreślają atut „dodatkowego gracza”, czy okrzyków „dodających im skrzydeł”. Dlaczego więc w polskim hokeju, który jest grą szybką i atrakcyjną nie ma kibiców? Bo się o nich nie dba! Myślę, że przez brak zrozumienia, że także on wpływa na widowiskowość wydarzenia… Wydaje się także, że przez zapomnienie, że mecz to właśnie wydarzenie, a nie tylko 60 minut gry. Tak jest traktowane przez grupę zapaleńców, a powinno być przez rzesze mieszkańców każdego z hokejowych miast. Jak do tego doprowadzić? Oto kilka zaniedbań, które dostrzegam na co dzień na własnym podwórku:
Stroje
Coś widocznego na pierwszy rzut oka. Każda jedna transmisja telewizyjna obnaży w mgnieniu oka. Wystarczy jeden rzut kamery na kibiców i już widać tych, którzy są ubrani w jednakowe barwy. Im jest ich więcej, tym lepsze to robi wrażenie. Tym większe przekonanie, że dany klub jest poważany, że ma swoich wiernych fanów, że wart jest zainteresowania. Dokonać tego można na różne sposoby… Najczęstszym w Polsce – jest partyzantka: niejednokrotnie połączone z łamaniem prawa własnoręczne tworzenie wzorów podobnych do klubowych. Na to decyduje się jednak niewielu, bynajmniej nie aż tylu – co tych, którzy preferują legal. Oczywiście klub mógłby produkować koszulki hokejowe, czapki, szaliki (bo to stroje zimowe, więc na hali się przydadzą) i po prostu je rozdawać, ale miejmy na uwadze realia – to spory koszt. Produkcja i sprzedaż po kosztach lub z minimalnym zyskiem – sprawi, że chętnych do kupna będzie wielu, a klub nie będzie stratny. Efekt? Na trybunach ma atmosferę i więź, która łączy zupełnie różnych sobie ludzi, w telewizji to, o czym marzy: klubowy monolit, bynajmniej kolorystyczny.
Co dają barwy poza dobrym obrazem na ekranie? Poczucie przynależności… Kibic, który kupił koszulkę z dumą włoży ją wielokrotnie, a co za tym idzie – chętniej wróci na halę. Kibic, który kupił szalik – wróci w nim do domu. Po drodze minie go kilkanaście, a może kilkaset osób. Każda z nich – gdy minie dziesiątą osobę w takim szaliku – uświadomi sobie lub przypomni, że to właśnie dzień meczu. Może następnym razem już go nie przegapi? Może gdy zauważy małe flagi lub koszulki wywieszone na samochodach uświadomi sobie – co to za drużyna… Tak działa Lechia, gdzie zrozumiano, że każdy biało-zielony produkt (nawet napoje energetyczne, czy jajka),to przedsięwzięcie, a nie wydatek. Czy doczekam się biało-niebieskich jajek? Może jeszcze przez kilka lat będzie nas za mało, ale na pewno wystarczy nas na produkcję ubrań, także letnich, w których chętnie wyjdę na spacer po plaży…
Media
Jakże niewykorzystane… Dużo się mówi w Polsce, że trudno jest zainteresować media hokejem, że może tylko na Śląsku jest łatwiej, bo tam gra kilka drużyn, więc i publika większa. Na pewno to prawda, ale czy na pewno zrobiono wszystko, by hokejem zainteresować media? Albo przynajmniej zmobilizować je do pisania, relacjonowania, pokazywania urywków spotkań telewizji? Czy na pewno umowy barterowe w zamian za powierzchnię reklamową dla mediów na lodzie czy bandach są proponowane wszystkim potencjalnym instytucjom? Czy na pewno zawiera się w nich wszystko, co można w zamian otrzymać (jak np. teksty redakcyjne czy informacje radiowe nie rzadziej niż X razy w miesiącu, powierzchnię reklamową w dniu meczu czy czas antenowy na zapowiedź kolejki, miejsce na konkursy z biletami do wygrania, itp.)? Czy naprawdę tak daleko jesteśmy za innymi dyscyplinami, że żużlowe Wybrzeże, podobnie jak kilka innych drużyn może mieć swoją cotygodniową całą stronę w lokalnym dzienniku, a my nie? A może nikt tego nie zaproponował potencjalnemu sponsorowi, jako dodatkowego działania marketingowego za dodatkowe środki finansowe? A przecież mogłoby to zwiększyć zainteresowanie, a przynajmniej medialnie próbować zrównać hokej z innymi dyscyplinami.
Oprawa
Główne założenie – widowisko. Człowiek, który wydaje na bilet kilkanaście złotych, chce się przez ten czas dobrze bawić. On nie może zauważyć, że na hali jest zimno, że przerwa jest za długa i się nudzi, nie może mu się czas poza meczem kojarzyć ze staniem w kolejce do jedynego punktu sprzedającego herbatę. Jeśli na meczach mają być dzieci – muszą być sprzedawane słodycze, gofry, rurki z kremem. Jeśli ktoś jest głodny – powinien znaleźć coś do jedzenia (na ciepło, bo na hali jest zimno) – niech to będą tanie hot-dogi, gofry, czy zapiekanki. Rzeczy, które odgrzewa się w krótkim czasie i które nie wymagają wysokich nakładów. I wilk będzie syty, i kibic najedzony. Uwierzcie mi, że nie chce mi się biec do „spożywczaka” w drodze z pracy na mecz – chętnie zjadłabym coś treściwego na miejscu. Ale nie za cenę stania w piętnastominutowej kolejce i ryzyka spóźnienia się na kolejną tercję… Na kolejnej przerwie chce zobaczyć konkurs, który elektryzuje publiczność. W Gdańsku były dwa – strzały do bramki w bramkarzem z kartonu (nikt nigdy nie trafił i główna nagroda telewizor – nawet nie była później pokazywana) i jednokrotnie: rzut krążkiem na środek tafli. Super sprawa! A że krążki poginęły? Ja sama mam swój w domu, bo to jedyny pamiątkowy krążek z Gdańska. Za drugim razem już rzuciłabym z innymi na taflę, ale drugiego razu już nie było… Niech konkursów będzie dużo i różnorodnych i niech nagrodami będą drobne upominki– ale klubowe: smycze, długopisy, t-shirty wszystko w barwach i z logo. To buduje przynależność i dumę z bycia „kibicem hokeja”. I niech się dzieje, niech się dużo dzieje – niech prezentacja będzie wielkim show ze światłami i dobrą muzyką, niech konferansjer będzie profesjonalistą niczym prowadzący wszystkie spotkania Asseco Prokomu, niech operatorzy kamer i telebimu wykorzystują wszystkie jego możliwości: opisy, zapowiedzi meczowe, powtórki z akcji w przerwach, a nawet „Kiss Camera” – sprawdza się na Zachodzie, a w Polsce nie umiemy się całować? Umiemy, tylko może nie jesteśmy zwyczajni. Nie wyjdzie za pierwszym razem, ale może już za piątym tak… ? To wszystko wymaga zaangażowania i przeszkolenia odpowiednich ludzi, ale jest możliwe.
Wyjazdy
Może najtrudniejszy element… A może wcale nie. Marzy mi się sytuacja, w której klub znajduje środki, by najwierniejsi kibice (zrzeszeni w klubie kibica czy stowarzyszeniu) mogli jeździć na wyjazdy swojej drużyny z dofinansowaniem. Kibice wspomnianego już Asseco – jadą za swoją drużyną autokarem do Włoch i za transport w obie strony + nocleg płacą 100 zł. Jestem realistką- kibice Asseco dali swojemu klubowi znacznie więcej niż kibice Stoczniowca, ale wzajemna współpraca trwa tam od lat i za nieprzerwany, kulturalny doping na każdym spotkaniu przez lata – kibice wspierani są przez klub w każdy możliwy sposób (dostają zniżki na bilety, dofinansowanie sprzętu, gratisowe stroje, itp.). Na początek chciałabym, by nasz klub czasem zaproponował po prostu zorganizowanie wyjazdu – wynajem po hurtowej stawce (w końcu łatwiej negocjować dużemu niż małemu) autokaru z kierowcą, który pojedzie jeśli zbierze się 2/3 chętnych za koszt X. Proste? Banalnie. A ja chętnie spotkam się ze znajomymi z innych miast i wraz z grupą przyjaciół z hali – pojadę w kraj, by także 500 kilometrów od domu nasi zawodnicy czuli wsparcie, a inni kibice to widzieli. Może zamiast dwóch samochodów osobowych do Janowa autokarem pojechałoby 40 osób? A jeśli nie – to autokar zostaje w mieście i nikt za nic nie płaci…
Najmniej popularny – spokój…
Spokój to właśnie to – co klub dostaje w zamian jako bonus. Oficjalnie nie chcemy o tym myśleć, ale kibic, któremu spełnia się oczekiwania – jest po prostu bardziej zadowolony. Kiedy dobrze się bawi, nie myśli o tym, czy mu czegoś brakuje, czy jakiegoś prezesa czy dyrektora sympatią darzy, czy nie. Nawet jeśli wciąż ma obiekcje – mniej otwarcie i z mniejszą intensywnością je wyraża. Trudniej krytykuje się tego, kto cię szanuje, wspiera lub przynajmniej się stara. Trudniej atakować kogoś, kto z tobą rozmawia. To tak z codzienności – łatwiej odciąć argumenty internetowym napinaczom, łatwiej stanąć twarzą w twarz z grupą kibiców, których się zna, niż tych, którzy są na hali anonimowi. Łatwiej w końcu kontrargumentować ewentualne zarzuty, bo w końcu wiele już zostało zrobione…
A co ze spokojem na trybunach? Gdy dzieje się cos fajnego, ludzie chcą czuć się tego częścią, zaczynają się zrzeszać. Od kibiców zrzeszonych łatwo wymagać kultury – jeśli dostają coś w zamian, do pewnych jasno określonych zasad są zobligowani. Oni sami z siebie wiedzą, że mają dopingować, że mają wspierać drużynę, a przy tym nie zapominać, że dookoła są rodziny i dzieci. Podniesienie ich poziomu zadowolenia – odbija się pozytywnie na dopingu. Dzięki temu i inni chętniej wyrażają pozytywne emocje. Zrzeszonych można, a wręcz należy mobilizować do konkretnych działań, które są wspólnym dobrem. Niezrzeszeni – i tak zawsze mogą rozrabiać, robią to jednak na własne konto, a dobra ochrona i monitoring są właśnie po to, by takie rzeczy wychwycić. Podobnie na wyjazdach – organizowanie ich przez klub sprawia, że jego uczestnicy nie są anonimowi i każdy z imienia, nazwiska i numeru dowodu osobistego odpowiada za swoje czyny.
Czy nie warto więc poczynić kilku kroków dla kibica, by i on zrobił coś dla klubu?
Share








Dymisja, którą w piątek zapowiedział prezes MMKS Podhale Nowy Targ, to kolejne dramatyczne wołanie o ratunek dla klubu 19-krotnego mistrza Polski. Nowy Targ bez hokeja? To naprawdę coraz bardziej realny scenariusz. Więcej na stronach
Kilka miesięcy walki o to by hokejowy klub wystartował w lidze nie dały rezultatu. - Jestem zdruzgotany - przyznaje prezes Janusz Grycner. Więcej na stronach katowickiej
Kolejny absurd w hokeju. Wciąż nie wiadomo, ile zespołów będzie brało udział w rozpoczynających się w sobotę rozgrywkach pierwszej ligi. Więcej na stronach katowickiej
Gwoździem wczorajszej prezentacji drużyny hokejowego Zagłębia Sosnowiec okazała się informacja o pozyskaniu nowego sponsora. Jest nim Energysteel, spółka należąca do dr. Piotra Hałasika. Więcej na stronach Portalu
Drużyny z Janowa nie ma w terminarzu rozgrywek pierwszej ligi. Wszystko może się jeszcze zmienić. Więcej na stronach katowickiej 















Bardzo ciekawie napisane świetne pomysły teraz czas na czyny i na odwagę bo tak naprawdę warto aby można na arenach naszych lodowisk była wspaniała atmosfera kulturalnego dopingu i świetnej zabawy.W dzisiejszych czasach każdy chciałby przyjść na gotowe podane pod nos to od nas tych najbardziej zapaleńców kochających hokej zależeć może w pewnym stopniu że można zrealizować że kibiców będzie więcej ja to już czynię od pewnego czasu zachęcając do przyjścia na lodowisko gdziekolwiek się da po przez wizytówki które podają strony na których można poczytać i pooglądać zdjęcia ze spotkań z ubiegłych sezonów mojego klubu sam fakt że nie ma czasopisma o hokeju które było ale zostało zawieszone może warto spróbować je reaktywować ale jak słyszę że nie ma szans ale jak tak dalej będziemy słyszeć że się nie da nie da rady to nie zrobimy nic. no tak ale bez pieniędzy ktoś powie niczego się nie zrobi to fakt ale ponoć pieniądze leżą na ulicy tylko wystarczy się po nie schylić zapraszam do dyskusji i działania pozdrawiam wszystkich kibiców hokeja i tych którzy jeszcze nie są.
1Świetny artykuł zgadzam sie w 100% Może by tak ktoś wysłał linka prezesom i innym odpowiedzialnym za orgranizacje pewnych rzeczy może by pomogli w niektorych sprawach i nie udawali że to nieważne bo wszyscy wiemy że sport jest dla kibiców a to co widać na lodowiskach to zgroza
2bardzo fajny tekst, niestety to cała prawda prezesi mają inne rzeczy na głowie i w ich chorym rozumowaniu kibice to tylko kłopotliwy dodatek, a zawodnicy powinni wygrywać ku ich uciesze
3Kasiu świetny artykuł cała prawda o tym naszym małym ………….
4Brawo. Celnie poruszone odwieczne lodowiskowe problemy kibiców.
5Co Kasia to Kasia. Komplet Zlotów hokejowych ma za sobą to i pióro ma pełne pomysłów.
6najważniejszy jest wysoki poziom gry, bardzo wysoki,hokej to superwidowiskowa gra i nie należy się obawiać o to że zabrakinie kibiców,należy też transmitować mecze hokejowe w telewizji NHL-nie ma lepszej propagandy hokeja, młodzi uczą się nowoczesnego hokeja,oprawa meczów, kult dawnych wspaniałych mistrzów itd.Wszystkie zabiegi typu grilowania,caterinu, to tematy zastępcze, proszę zobaczyć jaką frekfencją cieszy się żużel , bo jest bardzo wysoki poziom,hokej jest jeszcze bardzej widowiskowy , pozaty można go oglądać w komfortowych warunkach, trzeba stworzyć silne drużyny w wielkich polskich miastach Warszawa,Katowice,Łódżitd.,przeciez mają one wspaniałe osiągniecia w minionych latach.Na początek musi grać dużo cudzoziemców.
7