.:Daily Sport News:.

Polski Serwis o Tematyce Hokejowej. O Hokeju… z klasą!

Trenerski fenomen

Czerwiec 18, 2010 Autor: Andrzej Kategoria: NHL, Rys Historii

DailySport.pl Zastanówmy się, jak w prosty sposób zdefiniować pojęcie szansy. Nie jest ważne, czym się zajmujesz. Niejednokrotnie jedyną rzeczą, której tak naprawdę potrzebujesz, jest obranie właściwej ścieżki prowadzącej do coraz większych sukcesów. Pokażemy teraz, że za oceanem, w niższych ligach nie tylko zawodnicy walczą o awans do NHL, ale również trenerzy.

 
Z pewnością znane są Państwu nazwiska wielu trenerów, którzy szkolą najlepszych zawodników NHL, pokazując mistrzostwo swojego fachu. Nietrudno sobie wyobrazić, że znalezienie się w gronie najlepszych trenerów świata jest marzeniem większości szkoleniowców. Miniona kampania była w pewnym sensie przełomowa. Wiąże się to z liczbą i jak się okazuje, sporymi możliwościami trenerów pracujących do tej pory z powodzeniem na bezpośrednim zapleczu „wielkiej” NHL, czyli w lidze AHL [American Hockey League – przyp. red.]. Zespołów jest tylko 30, więc jest to spore osiągnięcie, bowiem rotacja pomiędzy obiema ligami w tym przypadku nie jest tak duża, jak to ma miejsce w odniesieniu do zawodników. I właśnie dlatego, na łamach naszego pisma, postaram się przybliżyć to niezwykłe wydarzenie, skupiając swoją uwagę na wszystkich dziewięciu szkoleniowcach

 

Kariera trenerska rozpoczyna się od pracy z dziećmi

 
Bruce Boudreau – Chcecie wiedzieć, dlaczego tak wielu szkoleniowców z AHL, objęło posady na poziomie NHL tego lata? Tłumaczyć to może tylko nazwisko zdobywcy tegorocznej Jack Adams Award [trener roku w NHL – przyp. red.]. To, co zrobił w trakcie poprzedniego sezonu ten 53-letni Kanadyjczyk, nie zdarza się zbyt często. Powróćmy na chwilę do samego początku ubiegłorocznych rozgrywek. Sezon 2007/08 zaczął się spokojnie, od pozycji głównego szkoleniowca Hershey Bears, czyli afiliacji Washington Capitals. Następnie został wezwany 22 listopada 2007 roku w celu uzupełnienia luki, która powstała, gdy zwolniony został Glen Hanlon. W kontrakcie Bruca widniał wtedy zapis „tymczasowy”, lecz już miesiąc później usunięto ten wpis z umowy. Forma popularnych Caps stopniowo rosła, wykazując jednocześnie oznaki stabilizacji. Pod wodzą Boudreau miejscowi przesunęli się z ostatniego miejsca w całej lidze na pierwsze w dywizji południowo-zachodniej, zdobywając je przysłowiowym rzutem na taśmę. Tylko taki scenariusz dawał tej drużynie awans do fazy play-off. Co więcej, Boudreau stał się pierwszym trenerem w historii tej organizacji, któremu do wygrania 30 meczów wystarczyło 53 spotkań. To jednak nie koniec! Ponieważ Liga NHL po raz pierwszy miała okazję zapisać w swoich kronikach nazwisko szkoleniowca prowadzącego zespół, który jeszcze w połowie rozgrywek znajdował się na 14. miejscu w konferencji zachodniej, jednak zdołał awansować do fazy play-off. Wydaje się, że tajemnica tkwi w doskonałej znajomości zaplecza swojej ekipy, bo przecież zdobycie z Niedźwiedziami Pucharu Caldera [odpowiednik Pucharu Stanleya w lidze AHL – przyp. red.] w 2006 roku było możliwe dzięki niemal tej samej grupie młodych zawodników.

 

Bruce Boudreau – trener roku NHL

 
John Anderson – 51-letni szkoleniowiec ma za sobą 11 bardzo udanych sezonów, które obfitowały w cztery tytuły mistrzowskie. Do najważniejszych należą dwukrotny triumf w walce o Puchar Caldera [2002, 2008] prowadzonych przez niego Chicago Wolves [afiliacja Atlanta Thrashers w AHL – przyp. red.]. Te wszystkie sukcesy zaowocowały wreszcie promocją do NHL i posadą głównego trenera w pierwszym zespole. Pod wodzą Andersona popularne Wilki zanotowały aż 53 zwycięstwa w kampanii 2007/08. Na koniec sezonu szczęście zostało dopełnione poprzez sięgnięcie po mistrzostwo ligi. Anderson przyznaje w wywiadach, że nie jest dla niego problemem kilkakrotne pominięcie go w bardziej ambitnych planach kierownictwa tej organizacji na rzecz mniej doświadczonych trenerów. Teraz John ma przed sobą do zrealizowania przedsięwzięcie na które czekał w całej swojej karierze. Popularne Drozdy zakończyły poprzednie rozgrywki na 14. miejscu w konferencji wschodniej, co po raz kolejny udowodniło, że ta drużyna czeka na potężny impuls. Dodatkowym atutem motywującym trenera do pracy jest fakt, że w jego drużynie występuje jedna z gwiazd NHL, Ilja Kowalczuk.

Scott Gordon – Zdobywca tytułu trenera roku [A.R. Pieri Memorial Award - przyp. red.] w poprzednim sezonie AHL. W tym roku został ogłoszony głównym szkoleniowcem ekipy New York Islanders, miesiąc przed rozpoczęciem obozu przygotowawczego ekipy. Kierownictwo jeszcze w lipcu zdymisjonowało Teda Nolana. 45-letni Gordon przez pięć poprzednich sezonów opiekował się zespołem Providence Bruins [afiliacja Boston Bruins – przyp. red.], uzyskując bardzo dobre wyniki. Wspomnianą wyżej nagrodę otrzymał za poprowadzenie swoich podopiecznych do rekordu ligi, wygrywając 55 spotkań, co oczywiście dało jego drużynie pierwszą pozycję w lidze na koniec sezonu regularnego. Ten doświadczony szkoleniowiec spędził niemal 15 lat, wędrując po zapleczu najlepszej hokejowej ligi świata, a teraz otworzyła się przed nim szansa debiutu w NHL. Podobnie jak to miało miejsce w AHL, Gordon najczęściej będzie pytany o rezultaty współpracy z najzdolniejszą młodzieżą w organizacji. Będzie to oczywiście powiązane ze zmianami organizacyjnymi na klubowym zapleczu, jakie poczynił tego lata menedżer Wyspiarzy – Garth Snow. Wielu specjalistów uważa, że drużynę z Long Island ponownie ominie awans do fazy play-off, lecz sam Gordon twierdzi, że prowadzony przez niego zespół wciąż stać na wygrywanie spotkań, a rozwój całej organizacji będzie trwał nadal. Gołym okiem widać, że spełnienie tych obietnic będzie graniczyło z cudem, ale jak to zwykle bywa, nowy trener musi postarać się zrealizować swój ambitny plan.

Craig Barube – Jak to często bywa, po udanych występach prowadzonej drużyny na niższym szczeblu, pojawia się możliwość awansu. Dla 42-letniego Barubea będzie to już drugi przypadek, gdy zostanie mu powierzone stanowisko asystenta w Philadelphia Flyers. W zeszłym roku Craig prowadził drużynę w AHL z niemałymi sukcesami. Pod jego wodzą drużyna osiągnęła finał dywizji wschodniej. Barube sezon 2006/07 również zaczynał jako główny szkoleniowiec Phantoms, lecz zaledwie po sześciu spotkaniach, dokładnie 23 października 2006 roku, otrzymał nominację na pozycję asystenta. Okazało się jednak, że pragnienie dogłębnego poznania specyfiki zawodu na poziomie AHL było silniejsze i po zakończeniu rozgrywek powrócił na ławkę w Phantoms. Mając na uwadze wielkie wyzwanie, jakim jest prowadzenie zespołu w NHL oraz wszystkie wiążące się z tym pragnienia, wydaje się, że teraz Barube już wie, czego należy się spodziewać.

Kelly Buchberger – Jest to człowiek silnie związany z ekipą Edmonton Oilers. Spędził tam 11 sezonów jako zawodnik, a teraz dostał szansę powrotu do domu. Buchberger, który w grudniu skończy 42 lata, zasili sztab szkoleniowy prowadzony przez Craiga MacTavisha, po tym jak prowadził w sezonie 2007/08 afiliację Nafciarzy w AHL, czyli Springfield Falcons. Jednak nie zanotował tam większych osiągnięć. Jednak tak słaby sezon zanotował po raz pierwszy od czasu kampanii 1998/99. Kanadyjczyk, w przeciwieństwie do innych szkoleniowców, o których jest tutaj mowa, wspinał się po drabinie trenerskiej hierarchii stosunkowo krótko. W 2004 roku objął stanowisko asystenta w nieistniejącym już zespole Edmonton Road Runners [Liga AHL]. Kiedy jednak przypomnimy sobie, że tegoroczna grupa liczy dziewięciu trenerów, którzy jeszcze rok temu nie zaprzątali sobie głowy myślami o prowadzeniu zespołów z NHL, a teraz stali się ich częścią, to Buchberger tak ogromną zmianę tłumaczy przypadkiem Bruce’a Boudreau oraz tym, czego dokonał w Waszyngtonie. Jest przekonany o swojej przydatności, a przecież MacTavish wciąż ma nadzieję powrócić do pamiętnej kampanii 2005/06, gdy udało mu się rzutem na taśmę znaleźć się w play-off, a potem jeszcze bardziej zaskakując opinię publiczną, walcząc jak równy z równym w finale Pucharu Stanleya.

Randy Cunneyworth – Wygląda na to, że oblicze ławki trenerskiej Atlanta Thrashers w sezonie 2008/09 naprawdę się zmieni, gdyż głównym zadaniem 47-latka będzie pomoc Johnowi Andersonowi, tak by na lodzie dało się zauważyć poprawę gry zawodników. Cunneyworth posiada w swojej trenerskiej metryce osiem sezonów jako szkoleniowiec Rochester Americans, na co złożyło się dokładnie 640 spotkań [bilans: zwycięstwa 306; remisy 267; porażki 67 – przyp. red.]. Warto podkreślić, że daje mu to drugie miejsce na klubowej liście wszech czasów pod względem ogólnej liczby meczów spędzonych na ławce trenerskiej oraz liczby zwycięstw. Co więcej, to dopiero druga osoba w 52-letniej historii tej organizacji, której dane było poprowadzić zespół przez co najmniej 500 spotkań. Do największych osiągnięć należy świetny bilans [51-23-6] z rozgrywek 2004/05, gdy na klubowym koncie widniało 112 punktów i pierwsze miejsce w całej lidze. Wysiłek został odpowiednio doceniony [tytuł trenera roku – przyp. red.], a imponujące liczby osiągane w ciągu całej kariery tylko utwierdziły w przekonaniu menedżera Drozdów, Dona Waddella o trafności wyboru.

Mike Haviland – Jestem w stanie zaryzykować stwierdzenie, iż jest to jeden z najciężej pracujących trenerów za oceanem. Powód? Otóż, droga jaką przebył od asystenta głównego trenera w lidze ECHL [East Coast Hockey League – przyp. red.] aż do zasilenie ławki trenerskiej klubu z NHL, nigdy nie należała do łatwych. W nadchodzącym sezonie znalazło się dla niego miejsce w sztabie Chicago Blackhawks. Ten 41-latek, pochodzący z New Jersey, rozegrał jedynie 20 meczów w profesjonalnych ligach niższego szczebla [AHL, ECHL], nim poważna kontuzja ramienia przedwcześnie zakończyła jego zawodniczą karierę. W roku 1999 został wybrany na asystenta Bruce’a Cassidy’ego w Trentonem Titans [ECHL]. Cztery lata później samodzielnie poprowadził ekipę Atlantic City Boardwalk Bullies [ECHL] do zdobycia Kelly Cup [zwycięzca play-off w ECHL]. Następnie, rok 2005 to powrót do Trenton, gdzie już jako główny trener zdobył z tą organizacją mistrzostwo [jest to, jak dotąd, pierwszy i ostatni tytuł tej drużyny – przyp. red.], stając się tym samym drugim szkoleniowcem w całej historii ligi, który poprowadził dwa różne zespoły do zdobycia tego samego tytułu. Ta doskonała passa otworzyła przed nim bramy AHL, a zmysł Amerykanina doceniono w Blackhawks, powierzając mu ster afiliacji na bezpośrednim zapleczu NHL. Haviland spędził tam trzy sezony, dowodząc najpierw postępami Norfolk Admirals [obecnie farma Tampa Bay Lightning – przyp. red.], a w minionym sezonie prowadził nowopowstałą drużynę – Rockford Ice Hogs. Łącznie, w AHL osiągnął bilans 137 zwycięstw, 77 remisów i 26 porażek, ale największym sukcesem było zdobycie tytułu trenera roku [Louis A.R. Pieri Memorial Award – przy. red.] za kampanię 2006/07. Dzięki swojej ciężkiej pracy, Haviland ma teraz okazję, aby stanowić integralną część jednej z najbardziej przyszłościowych ekip NHL. Pozyskanie w przerwie letniej zawodników: Briana Campbella oraz Cristobala Hueta powinno zwiększyć szansę na znalezienie się w gronie ośmiu najlepszych ekip zachodu, co będzie oznaczać powrót do fazy play-off, po siedmiu latach oczekiwania.

Todd Richards – Po tym, jak w drugiej rundzie draftu w 1985 roku zespół Montreal Canadiens zdecydował się wybrać go z 33. numerem, Richards zdołał rozegrać tylko osiem spotkań w NHL, na dodatek w barwach innej ekipy. Teraz, mając przed sobą rolę asystenta w San Jose Sharks, ten 42-letni szkoleniowiec wskazuje na brak swojego zaangażowania jako główną przyczynę tak krótkiej kariery. Richards wspomina także o trudnych chwilach na ławce w Milwaukee Admirals [afiliacja Nashville Predators – przyp. red.]. Co ciekawe, przez wszystkie cztery lata, które tam spędził, podopieczni Claude’a Noela [obecnie asystent w Columbus Blue Jackets – przyp. red.] uzyskiwali awans do fazy play-off, zdobywając nawet Puchar Caldera w 2004 roku. Jak się później okazało, rzeczowe rozmowy z Noelem miały ogromny wpływ na dalszy przebieg kariery Richardsa.
Kolejnym przystankiem na jego drodze był klub Wilkes-Barre/Scranton Penguins, czyli afiliacja Pittsburgh Penguins. Trzeba przyznać, że w ciągu dwóch lat osiągnął sporo, a sukces nie ograniczał się tylko do dobrego bilansu punktowego. Miniona kampania to zdobycie najpierw korony dywizji wschodniej z dorobkiem 101 punktów, a następnie dotarcie pewnym krokiem aż do finału, gdzie czekał godny rywal – Chicago Wolves. Budując swoją pozycję w środowisku AHL, Richards nie okazywał zaniepokojenia pogłoskami, jakoby żaden z klubów NHL nie zechciał poprosić go o przyjęcie bardziej odpowiedzialnego stanowiska. Ta pewność siebie ukazuje, jak wiele może się zmienić również w mentalności szkoleniowców, gdy tylko uwierzą w siebie. Obecnie rysują się przed nim ciekawe perspektywy, bowiem praca u boku Todda McLellana, który dołożył swoją cegiełkę, gdy na początku czerwca Puchar Stanleya wznieśli nad głowę hokeiści Detroit Red Wings, powinna dać wymierne efekty, aby można było wreszcie powiedzieć, że ekipa z Kalifornii zrobiła krok na przód.

Tom Rowe – Spędził siedem sezonów w systemie farmerskim Carolina Hurricanes w AHL. Teraz czeka go przygoda z pierwszym zespołem, gdzie dołączy do sztabu trenera Petera Lavioletee. 52-letni Rowe sprawował stanowisko głównego szkoleniowca Albany River Rats przez ostatnie cztery kampanie, prowadząc Rzeczne Szczury do zdobycia 93 punktów w minionych rozgrywkach, co z kolei wystarczyło do zajęcia trzeciego miejsca w zawsze mocnej dywizji wschodniej. Niestety, drużyna z Albany po zaciętej walce [siedem spotkań] musiała uznać wyższość Philadelphia Phantoms w pierwszej rundzie zmagań o Puchar Caldera. Dla samego Rowe’a będzie to debiut trenerski na szczeblu NHL. Natomiast jako zawodnik grywał na prawym skrzydle w takich klubach, jak Washington Capitals, Hartford Whalers [obecnie Carolina Hurricanes – przyp. red.], czy też Detroit Red Wings, gromadząc na swoim koncie 85 bramek i 100 asyst w 357 spotkaniach. Chociaż dotarcie na samą górę zajęło mu sporo czasu, Rowe nigdy nie okazywał zniechęcenia. Jego stosunki z kierownictwem Huraganów układały się pomyślnie od czasu objęcia przez niego posady asystenta w zespole Lowell Lock Monsters w 2001 roku. Była to ówczesna afiliacja zespołu z Raleigh, która już nie istnieje.

 
Tomasz Kaszczuk

 
Artykuł został opublikowany w Magazynie Hokej nr 10 (10) październik 2008 r.

 

Share

Komentarz:

*