Polskie ślady w NHL
Od czasu zakończenia przez Mariusza Czerkawskiego i Krzysztofa Oliwy ich przygody z National Hockey League, nie mamy swojego przedstawiciela w tej najlepszej lidze świata. Kibicom z Polski, pozostało emocjonowanie się występami Wojtka Wolskiego i Mike’a Komisarka, którzy choć są obywatelami Kanady i Stanów Zjednoczonych, utożsamiają się z krajem swoich przodków.
Kanadyjczyk
Wojciech Wolski przyszedł na świat 24 lutego 1986 roku w Zabrzu, jednak po dwóch latach wraz z rodziną wyemigrował do Berlina. Zaledwie kilkanaście miesięcy później, rodzina Wolskich przeniosła się do Kanady i ostatecznie osiedliła się w Toronto. Wolski junior swoje pierwsze hokejowe kroki, stawiał w wieku 7 lat. Natomiast w jako 15-latek rozpoczął karierę w szkolnej drużynie St. Michael’s Buzzers, by po roku przenieść się do zespołu Brampton Battalion, grającego w juniorskiej Ontario Hockey League. Już w pierwszym sezonie dał się poznać jako bardzo perspektywiczny lewoskrzydłowy i został wybrany najlepszym „pierwszoroczniakiem” ligi. Niespełna dwanaście miesięcy potem, z numerem 21 w drafcie, trafił do Colorado Avalanche. Jednak na debiut w National Hockey League, musiał poczekać do następnego sezonu, ze względu na „lockout”. Zatem rozgrywki 2004/2005 i pierwszą część kolejnego sezonu spędził w swojej macierzystej drużynie z przedmieść Toronto, gdzie wyśrubował aż 13 klubowych rekordów indywidualnych (m.in. największa ilość zdobytych punktów).
Wojciech Wolski (po prawej) z Milanem HejdukiemZnakomita postawa w Brampton Battalion, zaowocowała upragnionym debiutem w NHL. Premierowy występ w „Lawinach”, Wojtek Wolski zaliczył w 2005 roku, ale nie zdołał na stałe zadomowić się w kadrze drużyny z Denver. Grę kontynuował więc w OHL, kończąc sezon z nagrodą Red Tilson Trophy dla najbardziej wartościowego gracza ligi. W następnych rozgrywkach wywalczył już sobie miejsce w składzie ekipy z Colorado, występując w 76 spotkaniach, w których zapisał na swoim koncie 22 gole i 28 asysty. Ponadto podczas wieczoru All-Star w 2007 roku w Dallas, zagrał w zespole Konferencji Zachodniej w meczu Młodych Gwiazd i zdobył dwie bramki. Zeszły sezon w NHL także zakończył z pokaźnym dorobkiem 53 „oczek”, ale jego drużyna odpadła w ćwierćfinale play-off, po porażce z „Czerwonymi Skrzydłami” z Detroit [późniejszym triumfatorom zmagań o Puchar Stanleya – przyp. red.]. W obecnych rozgrywkach należy do czołowych hokeistów „Lawin” i przez wielu fachowców typowany jest na następcę legendarnego Joe Sakicia.
Wolski (po prawej) walczy o krążek z FrozenemNiestety Wojtek Wolski nie wystąpi w reprezentacji Polski, ponieważ ma za sobą występy w kanadyjskiej kadrze do lat 18. Mimo wcześniejszych starań PZHL-u, ten niezwykle utalentowany zawodnik wybrał grę dla kraju „Klonowego Liścia”. Jednak 22-latek ze Śląska, w sercu wciąż czuje się Polakiem i potrafi posługiwać się ojczystym językiem.
– Z Polski wyjechałem jako półtoraroczne dziecko. Ostatnie wakacje spędziłem w Polsce i chcę to powtórzyć w przyszłym roku. Byłem wychowany w polskim domu, rodzice zawsze rozmawiali po polsku, a mama gotowała polskie jedzenie. Uwielbiam pierogi, kotlety, barszcz czerwony. Najlepsze jedzenie świata! Poza tym w przyszłości chciałbym się związać i ożenić z jakąś piękną Polką – mówił w ostatnim wywiadzie dla dziennika „Metro”.
Warto również wspomnieć, że Wojciech Wolski jest bliskim kuzynem Sebastiana Mili, który z powodzeniem grał w futbolowej ekipie narodowej Polski.
Amerykanin
Mike Komisarek, obrońca Montreal Canadiens jest także potomkiem emigrantów znad Wisły. Jego ojciec Roman, w wieku 24 lat porzucił posadę marynarza na polskim okręcie i udał się do Nowego Jorku. Po kilku latach ciężkiej pracy, otworzył własny warsztat samochodowy na Long Island i sprowadził do Stanów Zjednoczonych żonę Katarzynę. Dokładnie 19 stycznia 1982 roku, urodził im się syn, któremu nadali imię Michael. Początkowo Komisarek senior chciał by mały Mike został piłkarzem, ale zamiast kopania piłki, dziesięcioletni wówczas chłopiec, wybrał uganianie się za krążkiem. Przygodę z hokejem zaczynał w Eastern Junior Hockey League w drużynie New England Coyotes, skąd dzięki „USA Hockey’s National Team Development Program” trafił na uniwersytet Michigan. W akademickiej drużynie „Rosomaków”, pod okiem znanego rosyjskiego trenera Aleksieja Nikiforowa, na dobre rozwinął swój talent. Regularnie występował także juniorskich reprezentacjach Stanów Zjednoczonych.
Mike Komisarek w barwach Montreal CanadiensW 2001 roku został „draftowany” z numerem 7, przez Montreal Canadiens, ale dopiero w następnym sezonie poprzez Hamilton Buldogs [filialny klub „Habs” – przyp. red.], trafił do National Hockey League. W czasie pobytu „na farmie”, poznał m.in. Mariusza Czerkawskiego.
– Kiedy grałem z „Mario” w Hamilton Buldogs, rozmawialiśmy tylko po polsku, nauczyłem się od niego wielu nowych słów – wspominał w wywiadzie dla „Super Expressu”.
W następnych rozgrywkach stał się już podstawowym defensorem Canadiens, natomiast wyborna dyspozycja w edycji 2005/2006, pozwoliła mu zadebiutować w narodowej kadrze USA na Mistrzostwach Świata w Rydze. Przez kolejne dwa sezony, Mike Komisarek był już podporą ekipy z Montrealu, a w trakcie tegorocznych zmagań o Puchar Stanleya, został nominowany do niezwykle prestiżowej nagrody „Bill Masterton Memorial Trophy”, przyznawanej za postawę „Fair Play” i poświęcenie w grze.

Poza lodową taflą, pasją obrońcy „Habs” są szybkie samochody i wyścigi Formuły 1.
– Lubię poszaleć samochodem. Szybka jazda daje mi adrenalinę porównywalną do tej, którą mam, grając w hokeja. Jestem ogromnym fanem Roberta Kubicy. Uwielbiam patrzeć, jak się ściga, robi to we wspaniałym stylu. Jego wypadek dwa lata temu w Montrealu wyglądał przerażająco. Cieszę się, że wrócił we wspaniałym stylu – wyznał 26-latek.
Post scriptum
Oprócz Wolskiego i Komisarka w lidze NHL jest jeszcze wielu zawodników z polskimi korzeniami, jak chociażby Brian Rafalski z Detroit Red Wings. W składach zespołów National Hockey League znajduje się też cała rzesza graczy ze swojsko brzmiącymi nazwiskami: Lee Stempniak, Brandon Dubinsky, Wade Belak, Bryan Smolinski, Alex Goligoski, Kyle Brodziak, James Wisniewski, Travis Zajac, Nick Tarnasky, Doug Janik czy Joe Pavelski. Także w juniorskich ligach USA, Kanady i Europy, hokej na lodzie uprawia rzesza potomków emigrantów z Polski. Najwyższy czas by władze PZHL-u zaczęły się im regularnie przyglądać, by wzorem związku piłkarskiego i federacji rugby sukcesywnie wzmacniać naszą ojczystą reprezentację.
Bartek Kaczyński
Artykuł ukazał się w Magazynie Hokej Nr 1 (13) styczeń 2009






- Polski Związek Hokeja na Lodzie w procesie szkolenia jest całkiem nieobecny. Nie ma żadnych programów szkoleniowych. Jeśli sam się w odpowiednie materiały nie zaopatrzę, to nie mam. Na szczęście gramy w czeskiej lidze. Więcej na stronach katowickiej
Hokeiści Energi Stoczniowiec Gdańsk we wtorek po raz pierwszy w tym sezonie mieli zagrać przed własną publicznością. Mecz Pucharu Polski z GKS Tychy został jednak odwołany. Więcej na stronach trójmiejskiej
Toruńska drużyna, w mocno osłabionym składzie, zremisowała z Mazowszem Warszawa w przedostatnim meczu kontrolnym okresu przygotowawczego. Więcej na stronach
Hokeiści Sokołów po nieudanych barażach o PLH przygotowują się do rozgrywek w pierwszej lidze. Podopieczni Wiesława Walickiego zmagania zainaugurują 11 września, kiedy to podejmą na Tor-Torze UHKS Mazowsze. Więcej na stronach toruńskiej
- Do końca tego tygodnia muszą zostać dopięte wszystkie kontrakty - powiedział trener Comarchu-Cracovii, Rudolf Rohaczek. - Kadra musi być już skompletowana. Więcej na stronach
Zaczynaliśmy turniej w 35, a skończyliśmy bodaj w 15 - martwił się Marcin Jaros, kapitan sosnowieckich hokeistów. Więcej na stronach katowickiej
Jeszcze tylko dzisiejszy trening w Tychach i mecz kontrolny z Aksam Unią Oświęcim w piątek i hokeiści Comarchu-Cracovii będą mogli odetchnąć z ulgą. Skończą się codzienne wyjazdy z Krakowa. Więcej na stronach 











