Marek Cholewa. Z Zagłębiem na dobre i złe
Marek Cholewa jest symbolem hokejowego Zagłębia. Nigdy nie odmówił drużynie z Sosnowca, mimo że w 2003 roku po spadku drużyny z ekstraligi zrobiono z niego kozła ofiarnego i jednego z winowajców niepowodzenia. Skończył karierę w wieku 43 lat, oczywiście jako gracz Zagłębia, ratując zespół przed spadkiem z najwyższej klasy rozgrywkowej.
Jest jednym z najlepszych obrońców w historii polskiego hokeja. W ciągu 23 sezonów w polskiej lidze rozegrał 757 spotkań, zdobywając w nich 140 bramek. Dziś szkoli w rodzinnym mieście hokejowy narybek i pracuje w Miejskim Ośrodku Sportu i Rekreacji.
Marek Cholewa rozpoczął przygodę z hokejem w rodzinnym Sosnowcu. Na Stadion Zimowy trafił w 1975 roku. Z domu na lodowisko miał kilka kroków, dlatego rozpoczęcie treningów było kwestią czasu.
– Do piłki nożnej nie miałem smykałki, na koszykówkę i siatkówkę byłem za niski. Wybrałem więc hokej. Wychowywaliśmy się z kolegami obok lodowiska. Przyjście na trening było normalnym procesem. Tak musiało się stać – wspomina z uśmiechem początki kariery Cholewa.
Zaczynał treningi pod okiem nieżyjącego już Jerzego Orlińskiego i Mieczysława Stachowicza.
– Zawszę będę tę dwójkę wspominał bardzo ciepło. To oni ukształtowali mnie sportowo – podkreśla.
Debiut w drużynie seniorów
Drogą naturalnej selekcji, jedni przestawali grać, inni czynili to z powodzeniem. Do tej drugiej grupy należał nasz bohater. Jego talent szybko dostrzeżono. Po trzech latach został włączony do zespołu grającego w centralnej lidze juniorów, gdzie za partnerów miał starszych o kilka lat kolegów.
– W ich towarzystwie można się było wiele nauczyć. Hokej od początku pochłonął mnie bez reszty. Zacząłem sobie zdawać sprawę, że to może być sposób na życie. Moje umiejętności dostrzegli opiekunowie reprezentacji Polski juniorów. Pojawiły się pierwsze powołania. To zmotywowało mnie do jeszcze cięższej pracy – wspomina były zawodnik.
W 1981 roku spełniły się marzenia Pana Marka o grze w pierwszej drużynie Zagłębia. Wraz z grupą rówieśników został dokooptowany do elity. Kolegami z lodu stały się ówczesne gwiazdy: Wiesław Jobczyk, Henryk Pytel, Andrzej Zabawa, Marek Marcińczak.
– Mając osiemnaście lat chwyciłem Pana Boga za nogi. To była wielka sprawa grać z nimi w jednej drużynie. Mając takich partnerów człowiek z każdym dniem podnosił swoją wartość – opowiada.
Drużyna Zagłębia rok 1989, Marek Cholewa siedzi trzeci z prawej
Gra w reprezentacji
Poznając smak gry w ekstraklasie Cholewa regularnie występował w juniorskich reprezentacjach do lat 18 i 20. W grudniu 1981 roku, kilka dni przed wprowadzeniem stanu wojennego, został powołany do seniorskiej reprezentacji Polski, w której grał z powodzeniem przez kilkanaście lat.
– To wszystko strasznie szybko się potoczyło. Ledwo zdążyłem zadebiutować w lidze, a tu powołanie do reprezentacji. Stało się tak dlatego, że mieliśmy w Sosnowcu świetnych trenerów, którzy potrafili wyłowić i wyszkolić talenty. Przez lata współpracowałem z wieloma szkoleniowcami, od jednych nauczyłem się więcej, od innych mniej, ale moich pierwszych opiekunów z Sosnowca będę wspominał z największą nostalgią – zapewnia.
W sumie, w reprezentacji Polski seniorów wystąpił w 169 oficjalnych spotkaniach, zdobył 19 bramek. Trzykrotnie (w Sarajewie, Calgary i Albertville) reprezentował barwy narodowe na igrzyskach olimpijskich. Uczestniczył 12 razy w mistrzostwach świata grupy A i B. W 1994 roku został wybrany najlepszym obrońcą Mistrzostw Świata Grupy B w Kopenhadze.
– Z rozrzewnieniem wspominam pierwszą olimpiadę, na którą jechałem mając 21 lat. Ciężko dziś wskazać w karierze jeden, najcenniejszy triumf, szczególny moment. Na pewno do końca życia nie zapomnę zdarzenia z 1986 roku. Podczas mistrzostw globu graliśmy z ówczesnymi mistrzami świata, Czechosłowacją. Odnieśliśmy wówczas zwycięstwo, które można porównać z triumfem nad ZSRR w 1976 roku – podkreśla Cholewa.
Występy w polskiej lidze
Kariera ligowa to także pasmo sukcesów. W latach 1981-1990 bronił barw Zagłębia. Z drużyną z Sosnowca trzykrotnie sięgnął po mistrzostwo Polski. Kolejne dwa tytułu dorzucił, grając w Unii Oświęcim. Ma w dorobku także medale ze srebra i brązu, ale do nich przywiązuje mniejszą wagę.
– Mistrz to mistrz, reszta się nie liczy. Zagłębie czeka na medal już 18 lat, dlatego teraz każdy zostałby wzięty w ciemno – śmieje się Pan Marek.
Grał ponadto w Krynicy, Tychach, Warszawie. W 2000 roku wrócił na stare śmieci. Po sezonie gry w pierwszej lidze wraz z zespołem wywalczył awans do ekstraklasy. W 2003 roku drużyna ponownie opuściła szeregi najlepszych drużyn w kraju, a jednym z głównych winowajców okrzyknięto doświadczonego gracza.
– W lidze grałem w różnych okresach. Wiadomo, że w poprzednim systemie nam, sportowcom, nie brakowało niczego. Były huty, kopalnie, człowiek nie musiał się o nic martwić. Potem przyszła transformacja, ale sport stał w miejscu. Na początku lat 90., na szczęście, znalazłem się w Oświęcimiu, gdzie nie było problemów z wynagrodzeniem, nie musiałem się martwić o byt. Gdy wróciłem do Sosnowca, nie było kolorowo. Zespół musiał wówczas spaść, bo nie byliśmy w stanie nawiązać walki z innymi zespołami. Było mi wówczas szkoda, że zrobiono ze mnie kozła ofiarnego. Czas jednak leczy rany i chociaż nie spodziewałem się, że jeszcze zagram w Zagłębiu, los chciał inaczej – kontynuuje swą opowieść Cholewa.
Zanim jednak wrócił na Stadion Zimowy, bronił barw KH Sanok. Koszulkę Zagłębia ponownie przywdział w sezonie 2004/2005. Po raz kolejny pomógł drużynie. Z rutyniarzem w składzie zespół z Sosnowca znów awansował do ekstraligi. Po zakończeniu sezonu Cholewa zapowiedział definitywny rozbrat z lodem. W 2006 roku, tuż przed play-off, sztab szkoleniowy jeszcze raz poprosił go o pomoc. Miał wówczas 43 lata.
– Trenerem był Krzysiek Podsiadło, kolega z tafli. Czułem się jeszcze na siłach. Zagłębiu nie mogłem odmówić. Chyba się na coś jeszcze przydałem, bo ligę obroniliśmy. Na stare lata mogłem jeszcze pograć w klubie, który znów był dobrze zarządzany. Cieszę się, że dziś o Zagłębiu znów jest głośno. Udało się pozyskać sponsorów, zespół walczy o najwyższe cele. W hokeju tak już jest, że jak jedni dziadują, w innych ośrodkach coś się dzieje. Na fali była Unia, Zagłębie walczyło o życie. Teraz jest na odwrót. W Sosnowcu wszyscy wyczekują, aż drużyna nawiąże do sukcesów sprzed lat. Teraz jest naprawdę na dobrej drodze do tego – mówi Cholewa, dziś trener młodzieży, a zarazem pracownik MOSiR w Sosnowcu.
Marek Cholewa w barwach Zagłębia
Życie rodzinne
Nadal mieszka na osiedlu, na którym się wychował. Z żoną Barbarą i córką Magdą tworzą szczęśliwą rodzinę.
– Przez wiele lat byłem gościem w domu, ale rodzina dzielnie to znosiła. Mam nadzieję, że byli ze mnie dumni. Przez ponad 30 lat grania, kokosów na hokeju się nie dorobiłem, ale gdybym mógł cofnąć czas, ponownie postawiłbym na hokej. Nie żałuję tych lat spędzonych na tafli. Co zdobyłem, co zobaczyłem, to moje. Tego nikt mi nie odbierze. Majątku się nie dorobiłem, ale i dziś trudno jest się na hokeju wzbogacić. Może za jakiś czas to się zmieni. W Polsce naprawdę dużą kasę inwestuje się w inne sporty drużynowe. Hokej pod tym względem jest daleko w tyle. Ze swoich osiągnięć jestem zadowolony. Na pewno wielu chciałoby być na moim miejscu. Ważne, że przez tyle lat omijały mnie kontuzje. Dziś pracuję zawodowo, ale od hokeja nie odszedłem i pewnie nigdy nie odejdę. Od kilku lat szkolę młodzież. O pracy z seniorami nie myślę, ale życie nauczyło mnie, abym nigdy nie mówił nigdy. Niczego nie wykluczam. Przed laty mówiłem kilkakrotnie, że kończę z hokejem, a potem wracałem na lód. Żadnych deklaracji więc składać nie będę – mówi z uśmiechem Marek Cholewa.
Krzysztof Polaczkiewicz
Marek Cholewa, ur. 1.07.1963 r. w Sosnowcu. Wzrost/waga: 178/88. Przebieg kariery: Zagłębie Sosnowiec (1976-90), Unia Oświęcim (1990-98), KTH Krynica (1998-99), SMS I PZHL Warszawa (1998-99), GKS Tychy (1999-2000), Zagłębie (2000-03), KH Sanok (2003-04), Zagłębie (2004-05), Zagłębie (2006). Trzykrotny uczestnik igrzysk olimpijskich (Sarajewo 1984, Calgary 1988, Albertville 1992). Pięciokrotny mistrz Polski (trzy tytuły z Zagłębiem, dwa z Unią).
Artykuł ukazał się w Magazynie Hokej Nr 11 (11) listopad 2008






Toruńska drużyna, w mocno osłabionym składzie, zremisowała z Mazowszem Warszawa w przedostatnim meczu kontrolnym okresu przygotowawczego. Więcej na stronach
Hokeiści Sokołów po nieudanych barażach o PLH przygotowują się do rozgrywek w pierwszej lidze. Podopieczni Wiesława Walickiego zmagania zainaugurują 11 września, kiedy to podejmą na Tor-Torze UHKS Mazowsze. Więcej na stronach toruńskiej
- Do końca tego tygodnia muszą zostać dopięte wszystkie kontrakty - powiedział trener Comarchu-Cracovii, Rudolf Rohaczek. - Kadra musi być już skompletowana. Więcej na stronach
Zaczynaliśmy turniej w 35, a skończyliśmy bodaj w 15 - martwił się Marcin Jaros, kapitan sosnowieckich hokeistów. Więcej na stronach katowickiej
Jeszcze tylko dzisiejszy trening w Tychach i mecz kontrolny z Aksam Unią Oświęcim w piątek i hokeiści Comarchu-Cracovii będą mogli odetchnąć z ulgą. Skończą się codzienne wyjazdy z Krakowa. Więcej na stronach
Hokeiści toruńskich Sokołów przegrali kluczowym meczu baraży o awans do ekstraklasy z Podhalem Nowy Targ. Ale rywalizacja może się skończyć nie na lodzie, a w gabinetach działaczy. Więcej na stronach toruńskiej
Cztery bramki stracone w drugiej tercji spotkania w Nowym Targu przesądziły o porażce Sokołów z MMKS-em w pierwszym meczu rywalizacji barażowej. Więcej na stronach 











