.:Daily Sport News:.

Polski Serwis o Tematyce Hokejowej. O Hokeju… z klasą!

Dutka: Nie uciekłem z tonącego statku

Maj 12, 2012 Autor: Maciek Kategoria: Transfery, Wywiady

– Było wiele kluczowych momentów w trakcie rozgrywek, które powodowały, że zbliżaliśmy się ku przepaści. Wszystko tłumaczono brakiem pieniędzy, a mi się wydaję, że troszkę też zabrakło determinacji w działaniach zarządu czy ludzi z władz miasta. Rozmowa z hokeistą Rafałem Dutką, który po 15 latach gry w Podhalu Nowy Targ przeniósł się do GKS Tychy.

 
– Odchodzi Pan z Nowego Targu z żalem, czy wręcz przeciwnie – z uczuciem ulgi, po tym, co działo się w klubie w ostatnim sezonie?

– Ciężko jednoznacznie określić. Na pewno odrobina żalu i smutku jest, bo po tylu latach gry w Nowym Targu musiałem sobie znaleźć nowy klub. Mam mnóstwo radosnych wspomnień związanych z grą w Podhalu i wierzę, że nie jest to temat zamknięty. Z drugiej strony hokej to mój zawód i tu nie ma miejsca na sentymenty. W obecnych czasach pieniądz rządzi światem, a w szczególności sportem. Muszę mieć za co utrzymać rodzinę, a na dziś w Nowym Targu nie mam na to szans. Transfer do Tychów to też w pewnym stopniu wyzwanie dla mnie, próba sprawdzenia samego siebie. Mam nadzieję, że sprostam pokładanym we mnie oczekiwaniom.
 
– Dlaczego zdecydował się Pan na transfer do GKS Tychy? Jeszcze w trakcie sezonu 2011/2012 był Pan blisko przenosin do Unii Oświęcim…

– I tak by się pewnie stało, gdyby nie kontuzja, którą odniosłem pod koniec sezonu zasadniczego. Wszystko już było dograne z działaczami z Oświęcimia i jeszcze w grudniu miałem przenieść się do tego klubu. Na finiszu rozgrywek pojawiła się jeszcze oferta z Cracovii. Po przemyśleniu sprawy podjąłem decyzję, że zostanę w Nowym Targu i pomogę w walce o utrzymanie. Nie udało się, ale na pewno swojej decyzji nie żałuję. Dziś nikt mi nie zarzuci, że jako kapitan uciekłem z tonącego statku. Sygnał z Tychów o zainteresowaniu moją osobą dostałem jeszcze pod koniec sezonu. Szybko ustaliliśmy konkrety i doszliśmy do porozumienia. Tychy to klub od lat ustabilizowany finansowo i walczący o najwyższe cele, a tego przez ostatnie dwa lata bardzo mi brakowało.
 
– Wróćmy jeszcze do minionego sezonu i gry Podhala. Nie miał Pan łatwej roli jako kapitan drużyny.

– Być kapitanem zespołu to zaszczyt, ale często jest to dosyć niewdzięczna rola. Zwłaszcza w takim momencie, w jakim znaleźliśmy się w ubiegłym sezonie. Często trzeba było spojrzeć chłopakom w oczy i – wbrew temu co samemu się myślało – próbować ich przekonać, aby wyszli na lód. Często czułem, że ich okłamuję, co spędzało mi sen z powiek.
 
– Analizując na chłodno, co Pana zdaniem spowodowało, że Podhale spadło z ekstraklasy?

– Było wiele kluczowych momentów w trakcie rozgrywek, które powodowały, że zbliżaliśmy się ku przepaści. Wszystko tłumaczono brakiem pieniędzy, a mi się wydaję, że troszkę też zabrakło determinacji w działaniach zarządu czy ludzi z władz miasta. Mam wrażenie, że zarząd nie do końca panował nad swoimi działaniami, czego dowodzi sytuacja z Kelly’m Czuy’em. Prezesi nie wyciągnęli wniosków z sezonu 2010/2011, kiedy w kluczowym momencie opuścił on zespół. W tym roku zrobił to samo, co mocno rozbiło drużynę. Zamiast Kelly’ego można było śmiało wziąć Milana Baranyka, który chciał grać u nas. Potraktowano go bardzo nie fair. Znalazł sobie miejsce w Toruniu i zamiast nam pomóc, to tak naprawdę w pojedynkę przyczynił się do naszego spadku. Wydaje mi się też, że w pewnym momencie zarząd powinien powiedzieć pas i zrezygnować. Tłumaczono, że wówczas nikt nie zająłby się sprawami klubu. A ja sądzę, że mogłoby być zupełnie inaczej. Czasami trzeba ryzykować.
 
– Klub zalega Panu sporą sumę pieniędzy. Wierzy Pan w to, że je odzyska?

– Na pewno nie zrezygnuję z tych pieniędzy, bo na nie zapracowałem, rzetelnie wykonując swoje obowiązki. Społecznie to ja mogę pomóc biednym dzieciom, ale za pracę należy mi się wynagrodzenie. Boli mnie to, że z ust ludzi zasiadających we władzach naszego miasta padały słowa typu, że nie będą karmić umierającego klubu. To jest nie fair nie tylko w stosunku do nas, ale też do ludzi, którzy przez 80 lat budowali ten klub i dbali o jego dobre imię. Hokej zawsze był wizytówką Nowego Targu. Szkoda, że ci, którzy mogliby pomóc, przypominają sobie o tym raz na cztery lata, kiedy są wybory.
 
– Wierzy Pan, że zagra jeszcze kiedyś w Podhalu?

– Bardzo w to wierzę. I na pewno nie tylko ja. Mam nadzieję, że znów w Podhalu zagramy drużyną opartą na wychowankach, którzy dziś reprezentują barwy innych polskich klubów. Jestem przekonany, że ten zespół dzieliłby i rządził na krajowych lodowiskach.

 
Rozmawiał Maciej Zubek (Dziennik Polski)

 

Komentarze wyłączone.


%d bloggers like this: