.:Daily Sport News:.

Polski Serwis o Tematyce Hokejowej. O Hokeju… z klasą!

Marek Ziętara: Porażka życia

Marzec 29, 2013 Autor: Rafał Kategoria: I Liga, Wywiady

Od dwóch sezonów hokeiści Podhala są mistrzami świata w niemożności wygrywania ważnych, kluczowych meczów. Dwóch różnych trenerów, o różnej osobowości i charakterze – Jacek Szopiński i Marek Ziętara – nie potrafiło z tego pokolenia skonstruować sensownego tworu pod hasłem „ PLH”.

 
Owszem – Ziętarze do pewnego momentu coś się udało, ale gdy przyszło do ostatecznej rozgrywki i on – mimo ogromnej pracy – nie okazał się skutecznym lekiem na napęczniałą nadzieję.

 
– Wielu jest rozczarowanych finałowym występem „Szarotek” – rozpoczynam rozmowę z Markiem Ziętarą.
– Ja też. Pracuję 17 lat w tym zawodzie i jest to moja największa osobista porażka. Po zdobyciu mistrzostwa Polski z Sanokiem wielu trenerów pytało mnie, czy dobrze robię biorąc Podhale. Chciałem prowadzić ten klub. Podejmując się pracy postawiłem sobie za cel powrót zespołu do ekstraligi. Byłem pewien, że podołam wyzwaniu. Boleśnie przeżywam porażkę.
 
– Uważasz, że trzeci mecz był kluczowy w serii?
– Kluczowych momentów było wiele, ale zapewne ten mecz był jednym z przełomowych. Prowadziliśmy 4:1, świetnie graliśmy, dominowaliśmy fizycznie. Tymczasem dostaliśmy bramkę do szatni, która okazała się niezwykle ważna. Straciliśmy ją w sytuacji niegroźnej, bo nie było kontry. W przerwie uczulałem graczy, by ostatnią odsłonę zagrali bardzo uważnie w obronie. Zwróciłem też uwagę na kilka detali – jak koncentracja przy wznowieniach i grę bez kar. Sędzia w drugiej tercji nałożył sporo kar na Bytom i je wykorzystaliśmy. Często w meczach tak bywa, że sędzia później to rekompensuje. Jakbym wykrakał, bo zaraz po wznowieniu gry na ławkę kar powędrował Biela i dostaliśmy bramkę. Bryniczka za moment przegrał bulik w naszej tercji i zrobiło się 4:4. Wziąłem czas i próbowałem zawodników uspokoić, żeby przejęli kontrolę nad meczem. W takich sytuacjach, gdy mecz wymyka się spod kontroli nie działa się racjonalnie, bo u zawodników buzuje adrenalina. Tymczasem Bytom zwietrzył szansę, dostał wiatr w żagle i po indywidualnym błędzie zdobył gola. Wycofałem bramkarza, mieliśmy okazję, ale…
 
– Co po meczu powiedziałeś chłopakom? Nie byłeś na nich zły?
– Byłem zły wewnętrznie, ale nie mogłem tego okazywać. Czynnik psychiczny w takim momencie odgrywa niebagatelną rolę, tym bardziej, iż przed nami były dwa kolejne ważne mecze u siebie. Trzeba było chłopaków podbudować i zmotywować, że są w stanie odwrócić kartę. Powiedziałem im: „głowa do góry, bo w play off każdy mecz ma inną historię i wszystko może się zdarzyć”. Gdy się uniosłem do dziennikarzy, właśnie aspekt psychologiczny miałem na uwadze. Boleśnie przegraliśmy mecz w Bytomiu, ale określenia „katastrofa”, „tragedia” można było zamienić innymi, delikatniejszymi sformułowaniami. Chłopcy to czytają i jeszcze bardziej się pogrążają. Na sobotni mecz udało mi się odbudować drużynę. Może nie był to piękny mecz w naszym wykonaniu, ale wygrany. Wszystkim wydawało się, że rzucimy się na Bytom, a my zagraliśmy od obrony, świetnie w destrukcji. Byłem przekonanym, że po zwycięstwie drużyna pójdzie za ciosem i nie wypuści szansy awansu z rąk.
 
– Czy nie masz wrażenia, że przed ostatnim meczem do waszej szatni wdarł się bytomski szaman? Zawodnicy grali jakby byli półprzytomni, zahipnotyzowani. Bramka Krausa była jak zaczarowana, krążki trafiały w kij lub nogi bytomskich graczy…
– Niewątpliwie miał specyficzny przebieg. Naszym atutem miała być kontuzja Szydłowskiego, który w play off świetnie bronił. Nastawiliśmy się, by zmiennikowi strzelać z dystansu, oddawać strzały z każdej pozycji. Tymczasem ogarnęła nas strzelecka anemia. Bytomianie nastawili się na obronę, zawsze byli na linii strzału. Walczyli z ogromnym poświęceniem, rzucali się na krążek asekurując bramkę, starając się nie dopuszczać do strzałów. Krążki odbijały się od kijów, nóg. Mieliśmy kilka momentów, z których powinniśmy zdobyć gola. Gdybyśmy go zdobyli, to „złamalibyśmy” ten mecz. Bramka zmieniłaby oblicze spotkania. Nie udało się. Najgorsze w tym wszystkim było to, że nasza najsilniejsza broń, gra w przewadze, zawiodła. Okazała się dla nas zabójcza. Dotychczas fantastycznie rozgrywaliśmy te fragmenty gry, zdobyliśmy mnóstwo goli, a tym razem straciliśmy dwie ważne bramki po indywidualnych błędach, po stracie krążka w strefie ataku […]

 
Rozmawiał Stefan Leśniowski

 
Całość wywiadu na łamach Sportowego Podhala. Zapraszamy.

 

Share

Komentarze wyłączone.