.:Daily Sport News:.

Polski Serwis o Tematyce Hokejowej. O Hokeju… z klasą!

Artykuły


Polecane teksty…
 


10 marzec 2010r.
Akuna Naprzód Janów – sezon 2009/10.
 
Sezon 2009/10… to sezon, w którym radość przeplatała się z uczuciami niepewności, rozgoryczeniem, bezradnością czy w końcu niedosytem. Przyszłość “najbardziej śląskiego ze śląskich klubów” stanęła pod dużym znakiem zapytania. A zaczęło się już przed rozpoczęciem rozgrywek…

Ze względu na panoszący się na świecie kryzys gospodarczy, a co za tym idzie zapowiedź poważnej redukcji wpływów od większości sponsorów, Prezes Zarządu Janusz Grycner wycofał klub z rozgrywek samemu podając się do dymisji.

– Każda złotówka zdobyta dla klubu to efekt ciężkiej, nieraz upokarzającej pracy. Dzisiaj, kiedy część naszych jeszcze niedawnych sponsorów boryka się z problemami finansowymi pozyskanie nowych reklamodawców, sponsorów jest zadaniem jeszcze trudniejszym – tłumaczył swoją decyzję Janusz Grycner – w tej sytuacji dalszy udział w rozgrywkach staje się niemożliwy – – mówił prezes na początku września ubiegłego roku.

Wiadomość ta wstrząsnęła całym hokejowym środowiskiem.

Kibice stali w osłupieniu. – Jak to…? Przecież to niemożliwe! Nie możemy tak nagle zniknąć z hokejowej mapy Polski, a co z młodzieżą…? Zredukujmy koszty, grajmy juniorami… ale grajmy! – Te i inne wątpliwości echem odbijały się w dzielnicach Katowic od zawsze związanych z klubem z Janowa. Fora internetowe zawrzały. Na adres internetowy magistratu spływały setki maili z prośbą o pomoc. Wystosowano list otwarty na ręce Prezydenta Miasta Katowice. Słowem każdy robił co mógł aby czarny scenariusz okazał się jedynie koszmarem, który znika wraz z nadejściem poranka.

Ludzie związani z klubem robili wszystko by odwieść prezesa od podjętej decyzji. Do akcji wkroczyli również włodarze sponsora tytularnego, firmy Akuna. To w głównej mierze dzięki nim oraz pomocnej dłoni Miasta Katowice, kibice mogli w sezonie 2009/10 przeżywać chwile uniesień, smutków i radości wraz ze swoją drużyną.

– Od chwili, kiedy wydałem oświadczenie o nieprzystąpieniu zespołu do rozgrywek, praktycznie nie spałem. Była to ciężka decyzja. Wymusiła ją jednak sytuacja ekonomiczna klubu. Dziś mogę powiedzieć, że Naprzód wystartuje – ogłosił na kolejnej konferencji prasowej Janusz Grycner. – Odbyłem rozmowy z głównym sponsorem – firmą Akuna – oraz władzami miasta i możemy wyjechać na lód – dodał.

Tak więc zakontraktowani zawodnicy pozostali w klubie, na stanowisku trenera ponownie zameldował się Jaroslav Lehocky i “karuzela zaczęła się kręcić”. A kręciła się w tym sezonie wyjątkowo szybko. Zgodnie z nowym systemem rozgrywek, mecze – z małymi przerwami – rozgrywano trzy razy w tygodniu. Niezależnie od stopnia zaangażowania w trakcie letnich przygotowań, nieprzyzwyczajeni do takiego trybu hokeiści szybko zaczęli “łapać” kontuzje. W wielu klubach bywały okresy kiedy skompletowanie trzech formacji stanowiło nie lada wyzwanie.

W Naprzodzie sytuacja ta wystąpiła wyjątkowo szybko, bo już przed sezonem wiadomo było o zawodnikach, którzy przez dłuższy czas nie wyjadą na lód. Przychodzili jedni, odpadali inni. Tym samym już od pierwszych spotkań trener Lehocky próbując poukładać “piątki” miał spory orzech do zgryzienia.

Nowy system przewidywał podział na grupę mocniejszą (pierwszych sześć drużyn) oraz słabszą. Do czwórki niżej notowanych zespołów miały dołączyć dwa najlepsze teamy pierwszoligowe tworząc grupę “B”. Z rozgrywek w tej grupie – z przyczyn finansowych – zrezygnowała bytomska Polonia i do ekstraligowej czwórki dołączył jedynie klub z Krynicy.

Podział na grupy nastąpił bardzo szybko, bo już po 18.kolejkach. Walkę o awans do “elity” toczyły drużyny z Jastrzębia, Gdańska i Janowa. 15 listopada 2009r. to data, kiedy kibice Naprzodu poczuli nagły wzrost adrenaliny. Tego dnia losy premiowanego miejsca rozgrywały się równolegle na lodowiskach w Oświęcimiu, gdzie Naprzód musiał wygrać z Unią oraz w Gdańsku gdzie Stoczniowiec podejmował Zagłębie. Janowianom nie wystarczało własne zwycięstwo – do awansu potrzebna była jeszcze wygrana sosnowiczan, i to w regulaminowym czasie gry.

Oba warunki zostały spełnione i kibice Naprzodu po raz drugi już odetchnęli z ulgą.
Kiedy karty zostały rozdane rozpoczął się hokejowy maraton. Drużyny rozegrały między sobą po sześć spotkań by w połowie lutego spotkać się ponownie w fazie play-off.

Postawa drużyny w tej części rozgrywek była różna. Do kontuzji doszły ciągłe roszady w zestawieniach oraz nie korzystanie z młodych zawodników. Wszystko to wpływało na brak sił, co przekładało się na sportowy wynik. Rozgoryczenie wśród kibiców narastało. W konsekwencji w pierwszych dniach nowego roku Zarząd zdecydował się podziękować za współpracę trenerowi Jaroslavovi Lehockiemu.

Zawsze dobrze mi się pracowało z Lehockim – zaznaczył Prezes Klubu, Janusz Grycner – Chciałbym mu w imieniu Zarządu podziękować za kilkuletnią pracę w Janowie – dodał. – Jednak w drużynie od jakiegoś czasu przestało coś funkcjonować i zdecydowaliśmy się na zmianę – kontynuował Prezes.

– Zarząd podjął taką, a nie inną decyzję, wiem, że zależało im na dobru klubu – powiedział Jaroslav Lehocky. – Kontrakt rozwiązaliśmy za porozumieniem stron – dodał Słowak.

Stery po Lehockim objął duet Krzysztof KulawikJanusz Imiołczyk. Panowie znają się od lat i ich współpraca układa się bardzo dobrze. Poza zwiększeniem intensywności treningów, postarali się również o poprawę nie najlepszej w tym okresie atmosfery w szatni. Ostatecznie Naprzód poprawił lokatę i przed decydującą rywalizacją zajął 5.miejsce. Jednak w obliczu obowiązujących przepisów nie miało to najmniejszego znaczenia. Pierwsze pary play-off były bowiem rozlosowane!

Drużyny wiedząc co ich czeka po długiej i wyczerpującej rywalizacji, przykładały wagę już tylko do kolejnego novum w przepisach – mianowicie do “bonusów”, które premiowały jednym zwycięstwem w poszczególnych parach play-off. Mecze z rywalem, z którym bonus już się posiada, lub też nie ma szans na jego zdobycie stały się mniej ważne. Na drugi plan spadała również pozycja w tabeli.

Losowanie zadecydowało, że przeciwnikiem Naprzodu w pierwszej rundzie play-off zostało Zagłębie Sosnowiec. Jako, że przeciwnik posiadał ów “bonus” rywalizacja rozpoczęła się od stanu 1-0 dla sosnowiczan. Dodatkowym atutem – ze względu na wyższe miejsce w tabeli – były dwa pierwsze mecze na własnym terenie. Jak się później okazało mecze pierwsze i ostatnie, gdyż Zagłębie wygrywając obydwa – ze stanem rywalizacji 3-0 – przeszło do następnej rundy.

Tym oto sposobem kibice Gdańska i Janowa w okresie, na który czekali cały sezon, zostali pozbawieni możliwości obejrzenia swoich drużyn na własnym lodowisku. Do rozegrania pozostały jedynie mecze mające zadecydować o ostatecznym kształcie tabeli (miejsca 5-8).

Mecze, których w opinii wielu być nie powinno. Tak na prawdę walka toczyła się jedynie o 5.lokatę pomiędzy Unią Oświęcim, a gdańskim Stoczniowcem. Niestety kiedy przegra się najważniejsze mecze półfinałowe i droga do najwyższych celów nagle się zamyka, trudno wykrzesać z siebie zapał i zaangażowanie w walce “o nic”.

– Przegraliśmy play-off i na tym powinno się zakończyć. To normalna kolej rzeczy w każdej lidze, a nam zafundowano granie o miejsca 5-8. – Mówił po wygranym meczu z Naprzodem trener JKH, Wojciech Matczak. – Biorąc pod uwagę ekonomię i organizację – powiedzmy sobie szczerze – tłumów na tych meczach raczej się nie spodziewamy. – potwierdzał wcześniej trener Janusz Imiołczyk.

Naprzód Janów i JKH Jastrzębie odpuściły zupełnie te mecze ulegając niżej notowanym rywalom. Ze spotkań o 7.miejsce kluby chciały całkowicie zrezygnować. Jednak w odpowiedzi na pismo, WGiD nakazał rozegranie co najmniej jednego pojedynku. Mecz się odbył… bo musiał.

Naprzód uległ po rzutach karnych JKH i zajął ostatecznie ósmą lokatę. Ktoś może czuć niedosyt. – Przecież w zeszłym sezonie skończyliśmy na 5.miejscu…? Można również zadać pytanie.– Czy w tej sytuacji finansowo-kadrowej janowian stać było na więcej? Każdy z kibiców Akuny Naprzodu Janów musi sam poszukać odpowiedzi.

Nasuwają się również pytania o przyszłość. W jakiej kondycji finansowej będzie Klub przed przystąpieniem do kolejnych rozgrywek…? Kto poprowadzi drużynę…? Którzy zawodnicy zostaną, kto odejdzie…? Jakie nowe twarze pojawią się w Janowie…? Odpowiedzi na te i inne pytania z padną lecz z pewnością jeszcze nie dziś… nie dziś.

 
 
Na górę
Strona główna


24 luty 2010r.
– Krew, pot i łzy! Rozmowa z Januszem Imiołczykiem.
 
Korzystając z kilkudniowej przerwy w rozgrywkach postanowiliśmy porozmawiać z “drugą połową” duetu trenerskiego Akuny Naprzodu Janów, Panem Januszem Imiołczykiem i zapytać o nastroje panujące w szatni przed ostatnimi meczami w sezonie 2009/10.

Andrzej Wróblewski: Od ponad miesiąca wraz z trenerem Krzysztofem Kulawikiem dzieli pan obowiązki szkoleniowca Naprzodu. Jak układa się współpraca między wami ?

Janusz Imiołczyk: Bardzo dobrze. Krzyśka znam od lat. Pracowaliśmy już razem w katowickim GKS-ie i zawsze dobrze się rozumieliśmy.

Wróćmy na moment do fazy play-off. Jak zawodnicy przyjęli porażkę w Sosnowcu, kiedy wiadomo było, że nie wystąpią już przed własną publicznością?

– Gorzej było chyba po pierwszym meczu, kiedy zwycięstwo było na wyciągnięcie ręki. W drugim zawodnicy co prawda “dociągnęli wynik” z 5-0 na 5-4, jednak w końcówce się trochę “zagotowali” i skończyło się tak, a nie inaczej. Nie przełknęliśmy tej żaby szybko, troszkę to bolało, tym bardziej, że momentami byliśmy blisko…

Co myśli Pan na temat rozgrywania spotkań 5-8 ?

– Zupełnie inna motywacja jest kiedy gra się o najwyższą stawkę. Wszyscy nasi potencjalni przeciwnicy walczą o lepsze miejsce w tabeli. My po zajęciu piątego musimy bronić tej pozycji – co z punktu widzenia psychologii sportu jest dla nas niekorzystne. Jeśli chodzi o stronę szkoleniową – mecze te mają jakiś sens, natomiast biorąc pod uwagę ekonomię i organizację – powiedzmy sobie szczerze – tłumów na tych meczach raczej się nie spodziewamy.

Po ostatnich spotkaniach zawodnicy niejednokrotnie przyznawali, że w ostatnich meczach dadzą z siebie wszystko – właśnie dla publiczności, która po sezonie zasadniczym nie miała okazji zobaczyć drużyny na własnym lodowisku…

– Jest to jak najbardziej aktualne. To jeden z elementów, którego z trenerem Kulawikiem używamy przy motywowaniu drużyny. Często może brakować umiejętności ale mamy wysoko uniesioną głowę… chęci… i serce do walki. To atuty, które chcemy “sprzedać”. Krew, pot i łzy… to słowa, które powtarzamy zawodnikom nieustannie. Każdy kibic – widzący zaangażowanie swojej drużyny – jest w stanie wybaczyć bardzo wiele.

A jak się przedstawia skład drużyny na najbliższe mecze ? Wiemy przecież, że oprócz kontuzji, na zawodników zostały nałożone kary po meczu w Sosnowcu…

– Kontuzjowani są Słodczyk (kolano), Kubenko, Działo ma od dłuższego czasu problemy z pachwiną, Kulik z plecami. Jeśli chodzi o kary Słodczyka i Zatko to nie skutkują one absencją w kolejnych meczach (nie było wcześniejszych przewinień zawodników z tego samego paragrafu – przyp.red.). Walczymy i robimy jednak wszystko, żeby chłopcy zagrali już w piątek.

Czy na ostatnie mecze wprowadzane są jakieś zmiany w treningach, czy wygląda to dokładanie tak jak w sezonie zasadniczym ?

– W tej chwili nic nowego nie wymyślimy i specjalnej taktyki na Stocznię nie ustalamy. Zagramy to co robimy najlepiej – atakujemy przeciwnika i “siadamy” na niego zanim zdoła opanować krążek (uśmiech). Ponieważ w ostatnich dniach mieliśmy trochę więcej czasu, zmieniliśmy nieco cykl treningowy. Nastawiony jest głównie na szybkość i wytrzymałość.

Jakie jest Pańskie nastawienie do systemu rozgrywek w bieżącym sezonie ?

– Do takiego systemu trzeba się odpowiednio przygotować. Tak poważne zmiany wprowadza się co najmniej z rocznym wyprzedzeniem. “Bonusy” – na przykład – mają rację bytu przy grze do większej ilości zwycięstw, wtedy nie ma możliwości nie zagrania u siebie. U nas “kłóci się” to z terminarzem – nie ma tyle wolnych terminów. Wiem, że podczas wprowadzania zmian trudno ustrzec się od błędów – uważam jednak, że było ich zbyt dużo.

Jakby Pan podsumował dobiegający końca sezon. Co się udało w klubie poprawić, a z czym były największe problemy?

– Nie będę oceniał pracy poprzedniego trenera. Uważam, że pod jego nieobecność byłoby to nie na miejscu. Z punktu widzenia szkoleniowego przejęliśmy drużynę w wyjątkowo niedobrym momencie, po jednym treningu mieliśmy mecz wyjazdowy. Próbowaliśmy zmienić coś w mentalności zawodników, zaszczepić w nich to co gdzieś się zatraciło, czyli świadomość walki do końca. Na pewno zawodnicy odczuli wzrost natężenia treningów, wzrosły również wymagania. Widać więcej zaangażowania, woli walki i gry zespołowej. Zawodnicy mają stanowić zgrany kolektyw, zarówno na lodzie, jak i poza nim.

Ostatnio często słyszy się głosy na temat zmiany obywatelstwa Mariana Kacira i Miroslava Zatko. Jak w chwili obecnej wygląda ta sytuacja ?

– Procedura jest bardzo skomplikowana i może trwać od kilku miesięcy nawet do kilku lat. Sprawa jest w trakcie załatwiania. Klub pomaga zawodnikom pośrednicząc w załatwianiu spraw urzędowych. W tej chwili pozostaje tylko czekać.

Kandydat do mistrzostwa PLH…

– Myślę, że Cracovia… stabilny skład, duży potencjał, największe możliwości… aczkolwiek kibicuję śląskim klubom.

A propos Cracovii. Dowiedzieliśmy się o możliwości występu Cracovii w austriackiej lidze hokejowej EBEL…

– Konfrontacja z lepszymi zawsze przynosi dobre skutki. Zauważmy jak mało polskich drużyn ma możliwość sprawdzenia się z wartościowymi zespołami z zagranicy. Wiem, że w znacznym stopniu odbiegamy poziomem od innych ale myślę, że im więcej kontaktów z drużynami z Europy – tym lepiej dla polskiego hokeja. Dopiero wtedy możemy zobaczyć w jakim miejscu jesteśmy.

Zostawmy może już rodzime podwórko. Wszyscy pasjonujemy się ostatnio występami światowej czołówki hokeja. Jakieś porównanie do PLH…? (uśmiech)

– Nie bądźmy masochistami… nie porównujmy tego. (śmiech)

W takim razie kto jest Pańskim faworytem na Igrzyskach ?

– Są trzy drużyny, które preferuję… Kanada, Szwecja i Rosja. Kanadzie kibicowałem od dziecka, w Szwecji zostawiłem sporo serca i zdrowia , tak więc coś mnie łączy z tym krajem, z kolei jak widziałem grę Rosji… dech zapiera, na prawdę przyjemnie ogląda się taki hokej.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

– Również dziękuję.
 
 
Na górę
Strona główna


17 luty 2010r.
Gołąbek…? Z pewnością nie “pokoju”.
 
Chciałbym dziś rozpocząć serię felietonów pod nazwą “Okiem kibica…”. Będę opisywał różne sytuacje widziane z trybun lodowisk PLH, Jantoru również. Co prawda sezon ma się ku końcowi (zwłaszcza dla nas) i może nie być zbyt wielu okazji do “wynurzeń”, ale myślę, że w okresie przygotowawczym też dzieje się sporo ciekawego, a na treningach można podpatrzeć chociażby nowe nabytki klubowe.

Jako, że temat pierwszego odcinka nie jest zbyt sympatyczny – z pewnością narażę się sporej grupie kibiców, choć czy aby na pewno będą to kibice?

Ale może po kolei. Wczoraj Naprzód Janów rozegrał drugie spotkanie I rundy fazy play-off z Zagłębiem Sosnowiec. Zarówno pierwszy, jak i drugi mecz odbył się w Sosnowcu “na Stadionie Zimowym”.

Nie będę opisywał samego meczu. Zrobiłem to już wcześniej – (mecz pierwszy) i (mecz drugi).

Dodam tylko, że naszym chłopakom z pewnością należą się słowa uznania za postawę w obu meczach – mam oczywiście na myśli poczynania te czysto sportowe, ale o tym za chwilę. Z tak wąskim i de facto – od początku sezonu – niekompletnym składem dzielnie stawili czoła drużynie z aspiracjami medalowymi i nie oszukujmy się… kadrowo o wiele mocniejszej.

Podczas meczu doszło do dwóch kontuzji zawodników Zagłębia. Jedna z sytuacji – co przyznał po meczu Milan Skokan – była zupełnie przypadkowa, druga to efekt puszczających nerwów. Niestety nasz czołowy defensor nie zaliczył najlepszego występu, z czym nie mógł się pogodzić na długo po meczu. To naprawdę waleczny zawodnik, który w każdy mecz wkłada całe serce. Tym bardziej wiedząc, że popełnił poważny błąd w końcówce (co mu się praktycznie nie zdarza) – było ciężko.

Miro bardzo chciał, a niekoniecznie wszystko wychodziło. Oprócz tego chłopcy poczuli nie najlepszą postawę graczy Zagłębia dzień wcześniej i za wszelką cenę starali się ugrać choćby jeden mecz. Myślę, że głównie dla nas, kibiców. O sprawieniu megasensacji i przejściu do strefy medalowej większość chyba nie myślała, choć kto wie co siedzi w głowie sportowca, który poczuje swoją szansę :)

Wiem na pewno, że kibice Naprzodu kochali, kochają i będą kochać “swojego” Miro bez względu na takie czy inne wpadki i przynależność klubową. Niestety nie można tego powiedzieć o niektórych osobach (celowo nie piszę kibicach) “na Zimowym”. Słyszałem jak wyrażają się o Mateuszu Pawlaku, który do niedawna reprezentował przecież barwy ich kochanego klubu.

Pragnę w tym miejscu wyjaśnić, że nie mam na myśli prawdziwych kibiców, którym teksty – słyszane przeze mnie wczoraj -nie przeszłyby przez gardło. Wspominam o tym, gdyż obraźliwe teksty pod adresem byłego gracza słyszałem co najmniej kilkanaście razy… z różnych kierunków, więc nie był to jakiś odosobniony, podchmielony przypadek.

A propos podchmielony…

To chyba – jedna z wielu, o ile nie główna – część problemu, o którym chciałem wspomnieć. Dziwnym trafem po każdej przerwie powracający z przytulnej kawiarenki na sektor miejscowi “kibice” byli coraz bardziej agresywni i wulgarni. Sprawa ww. zawodnika wydaje się kroplą w morzu w porównaniu z zachowaniem miejscowych “wojowników”.

W żadnym wypadku nie mam tu zamiaru usprawiedliwiać debilnych zachowań, których wszędzie – w tym na Jantorze – jest sporo. Nie próbuję usprawiedliwiać kogokolwiek, komu słowo “kultura” znane jest co najwyżej z telewizji, bez względu na to jakiej drużynie i gdzie w danym momencie “kibicuje”!

Jednak to, czego byłem świadkiem przez ostatnie dwa dni, to się najzwyczajniej w świecie w głowie nie mieści. Agresja, prostactwo, chamstwo, pijaństwo, wulgaryzm… to pierwsze z brzegu określenia, które się nasuwają. Nienawiści, która swoim poziomem przerosła pułap latającego po hali zbłąkanego gołąbka – po prostu nie da się opisać. To trzeba przeżyć! (dosłownie!).

Wiem, wiem… Zaraz pojawią się obrońcy uczestników tych zajść. Bo u Was nie jest lepiej… też wyzywają… gdzie indziej też nienawidzą kibiców innych drużyn… taka specyfika naszej ligi… itp. itd. Wszystko się zgadza. Nie chodzi jednak o licytację, a chęć zauważenia problemu. Nie mam zamiaru występować tu w roli “adwokata diabła”. To trzeba tępić, tępić i jeszcze raz tępić wszędzie i na wszelkie możliwe sposoby!

Jednak wczoraj to już było apogeum! Nie mam zamiaru szczegółowo cytować określeń, które padały pod adresem Ślązaków… nie ważne obecnych tego dnia “na Zimowym” czy też nie. Ale porównywanie ludzi do hitlerowców?! Jeb*** pier** hanysów i faszystów to chyba “lekka” przesada?! Do tego plucie, rzucanie czym popadnie (jabłka, papiery, słonecznik itp.) w ławkę zawodników drużyny gości! Publiczne wygrażanie… nawet śmiercią?! Nawet kobietom?!

Pomijam już durne piosenki pt. “Polska bez Śląska” czy gremialne obrażanie wszystkich bez wyjątków… zawodników, kibiców (bez względu na płeć!), trenerów. Nawet po zakończonym meczu – zamiast dać upust co najwyżej radości (przecież nasza drużyna wygrała!) – grupa mocarzy dalej zionęła nienawiścią o mało nie wpadając razem z zadaszeniem do przejścia dla zawodników.

Wyobraźmy sobie przez chwilę sytuację, że drużyna gości wygrała we wtorek i komuś z przyjezdnych przez nieostrożność nie udało się ukryć radości – aż strach pomyśleć.

No ludzie gdzie my jesteśmy? W jakim kraju żyjemy? Dokąd nas to zaprowadzi? Zwolnijmy przez chwilę i zastanówmy się… przecież to nasze lodowiska.

A kiedy po rozmowach z trenerami i zawodnikami powróciłem na opustoszałą halę – panowała absolutna cisza… i tylko mały, zbłąkany gołąbek, spoglądający przestraszonymi oczkami – zdawał się pamiętać…
 
 
Na górę
Strona główna


06 luty 2010r.
Bonusy przeciwko kibicom…?
 
Pytanie podobnej treści często pojawia się ostatnio w środowisku hokejowym. Komu zależy aby kibice drużyn 5-8 nie zobaczyli swoich ulubieńców na własnym lodowisku – słyszymy wokół. Przecież play-off to faza rozgrywek, na którą czekamy od początku sezonu. Czekamy, czekamy… i możemy się nie doczekać. Dlaczego? Powód jest prozaiczny.

Wszyscy interesujący się choć trochę rozgrywkami PLH w sezonie 2009/10 wielokrotnie słyszeli o tzw. “bonusach”. Są to premie dla drużyn, które w rundzie zasadniczej mają lepszy bilans spotkań z potencjalnym rywalem w play-off. Oznacza to, że drużyna legitymująca się większą ilością zwycięstw zaczyna rywalizację z przeciwnikiem od stanu 1-0.

Idea wprowadzenia tychże “bonusów” od początku budziła wśród kibiców wiele kontrowersji. Jedni twierdzili, że przy obecnym układzie rozgrywek rozwiązanie to wartościuje poszczególne mecze. Jak widzimy na lodowiskach i słyszymy w wypowiedziach ludzi związanych ze środowiskiem – coś w tym jest. Od jakiegoś czasu zawodnicy otwarcie przyznają, że ten mecz nie miał dla nich większego znaczenia bo z tym przeciwnikiem sprawa bonusu została już rozstrzygnięta wcześniej, a przygotowują się już do walki z rywalem, z którym można jeszcze coś ugrać, itd. itd.

Inni z kolei uważają, że pomysł jest dobry gdyż w trakcie sezonu pojawiają się dodatkowe cele, a drużyny posiadają dodatkową motywację do gry. Ja osobiście przychylam się do stanowiska tych pierwszych. Myślę, że dodatkowa motywacja pojawiająca się w tych “wybranych” meczach wpływa negatywnie na poziom tych pozostałych. Opinie są podzielone i takimi z pewnością pozostaną. Jednak problem tkwi gdzie indziej.

Chodzi o sposób przyznania rzeczonych “bonusów”. W dokumencie o nazwie: “Regulamin rozgrywek o mistrzostwo Polski – sezon 2009/10″ (dostępny na oficjalnej stronie PZHL-u)
w paragrafie 7 pkt.4 czytamy, że: “Drużyna, która zajęła wyższe miejsce na etapie zasadniczym rozgrywek pierwszy mecz na wszystkich etapach play-off gra na własnym lodowisku”. Pierwszy mecz. A co z kolejnymi… w aspekcie dodatkowych “bonusów”? Problem ten zauważył już Portal e-Hokej, pragnę jednak przybliżyć go raz jeszcze.

Terminarz został skonstruowany w taki sposób, że pierwsze dwa mecze rozgrywane są dzień po dniu (15,16 luty). Zatem niemożliwością jest rozegranie drugiego meczu u niżej notowanego rywala. Wyobraźmy sobie chociażby przypadek gdańskiego Stoczniowca w parze z Cracovią czy Tychami (zdecyduje losowanie).

W pierwszej rundzie drużny grają odpowiednio do trzech lub – właśnie za sprawą “bonusu” – jedynie dwóch zwycięstw. Czytając wczorajszy komunikat WGiD PZHL widzimy, że organizacja ta nie dostrzega problemu. A problem wydaje się równie oczywisty, co łatwy do rozwiązania.

W obecnej sytuacji wielce prawdopodobne jest, że kibice z Gdańska, Jastrzębia, Oświęcimia czy Janowa nie zobaczą już drużyn na swoich obiektach w walce o wyższe cele. Jest bowiem wielce prawdopodobnym, że ekipy “mocniejsze” postarają się żeby szybko wygrać oba mecze na swoim terenie, zapewniając sobie tym samym dłuższy odpoczynek przed następną fazą. A rozwiązanie (jak słusznie zauważył Mariusz Surosz) wydaje się oczywiste. Wystarczy pierwszy termin (15-go lutego) potraktować jako bonusowy. W tym dniu rozgrywałyby swoje mecze drużyny z remisowym bilansem spotkań, kolejnego dnia grają wszyscy. Tym sposobem drużyna “bonusowa” po zwycięstwie 16-go lutego prowadzi 2-0 i rozgrywa kolejny mecz na lodowisku rywala (19-go lutego).

Pytam zatem… Co z kibicami, z miast o których mowa? Czy nie mają prawa obejrzeć swojej ukochanej drużyny chociażby ten jeden raz w okresie rozgrywek, na który ich drużyny pracowały od września? Przecież hokej ma być dla kibiców, a nie dla wygody urzędników. Dlaczego sezon zasadniczy był tak “przepełniony” spotkaniami (wtorek , piątek, niedziela), a w ostatniej (dla niektórych) fazie uniemożliwia się rozegranie chociażby jednego spotkania przed własną publicznością?

Jest jeszcze czas. Panowie z PZHL-u – dla dobra tej resztki hokejowych zapaleńców – proszę przemyślcie swoje stanowisko.
 
 
Na górę
Strona główna


22 stycznia 2010r.
Zwycięstwo… dopiero po karnych.
 
Po emocjonującym spotkaniu Naprzód Janów pokonał Podhale Nowy Targ po rzutach karnych 5-4. Dopiero… gdyż Góralom dość szczęśliwie udało się wyrównać na minutę przed końcem regulaminowego czasu gry.

Oba zespoły wyjechały na lód w nieco okrojonych składach. Drużyna gości wystąpiła dziś bez kilku czołowych zawodników. Na lód nie wyjechali trapieni kontuzjami – Bakrlik, Zapała i Sroka oraz zawieszony Baranyk. W Naprzodzie z kolei zabrakło Gwiżdża, Wilczka oraz Słowakiewicza, których występy do końca sezonu stoją pod znakiem zapytania.

Mroźna temperatura panująca na zewnątrz wyraźnie wpłynęła na zawodników obu drużyn, którzy przez pierwszych kilka minut musieli „odtajać” by nabrać nieco wigoru. Jako pierwszym sztuka ta udała się przyjezdnym. Wynik spotkania otworzył strzałem w krótki róg Krystian Dziubiński.

W pierwszej tercji groźnych akcji było jak na lekarstwo, a poziom spotkania był przeciętny. Jedynym zagrożeniem bramki Krzysztofa Zborowskiego był silny strzał Marka Pohla, który w czwartej minucie posłał krążek tuż nad spojeniem słupka z poprzeczką. Janowianie grali ospale, co pozwalało młodym nowotarżanom na szybkie przedostawanie się pod bramkę Michała Elżbieciaka. Kolejna bramka dla gości padła w połowie dziewiątej minuty, kiedy sędzia Włodzimierz Marczuk sygnalizował karę dla Adriana Kurza. Tym razem na listę strzelców gości wpisał się Tomasz Malasiński. – Myślę, że naszą drużynę stać na więcej – powiedział po meczu trener Naprzodu, Krzysztof Kulawik – i do tego będę dążył – dodał.
Podczas przerwy w szatni gospodarzy musiało dojść do męskiej rozmowy gdyż janowianie wyszli na lód mocno zmotywowani. Już po upływie trzech minut szybką akcją popisał się młodszy z braci Elżbieciaków. Skrzydłowy Naprzodu przedarł się do tercji gości, odegrał na niebieską do nadjeżdżającego Mariusza Jastrzębskiego, a ten bezpośrednim strzałem po lodzie zdobył bramkę kontaktową. Kilkanaście sekund później do wyrównania mógł doprowadzić Marian Kacir, lecz z bliskiej odległości nie trafił w pusty róg bramki Zborowskiego. – Zaczęliśmy zdecydowanie za wolno, dopuszczaliśmy przeciwnika przed bramkę, jednak od drugiej tercji inicjatywa była już po naszej stronie – powiedział czołowy obrońca Janowa, Miroslav Zatko.

Podopieczni trenera Kulawika przejęli inicjatywę do tego stopnia, ze trener Jancuska w połowie spotkania poprosił o czas by poukładać szyki obronne swojej drużyny. Jednak mimo przewagi gospodarzy kolejnego gola w pozornie niegroźnej sytuacji zdobył będący dziś w wyśmienitej formie Krystian Dziubiński. – Ostatnio ciężko trenowaliśmy, ja czuję się dobrze ale wyraźnie wraz z upływem czasu brakowało nam sił – powiedział na gorąco współautor wszystkich bramek Podhala. Nie podłamani tym faktem gospodarze ruszyli na rywala z jeszcze większym animuszem co przyniosło skutek cztery minuty później. Viktor Kubenko przejął odbity od bandy krążek za bramką gości i wepchnął go do siatki.
W ostatniej odsłonie miejscowi niepodzielnie dominowali na lodzie. Do wyrównania doprowadził Marcin Słodczyk, kiedy na ławce kar przesiadywał Martin Ivicic. Trzy minuty później ten sam atak skutecznie rozmontował defensywę Górali. Słodczyk zagrał zza linii bramkowej do nadjeżdżającego przed bramkę Marka Pohla, ten serią zwodów położył Zborowskiego i strzałem pod poprzeczkę wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Mimo przewagi gospodarzy bramki nie padały… aż do 59.minuty. Po przejęciu krążka przez nowotarżan w środkowej strefie, Martin Ivicic precyzyjnym strzałem z nadgarstka szczęśliwie wyrównał wynik spotkania. – Chcieliśmy nowotarżanom oddać to co nam dali ale nie udało się w regulaminowym czasie, chłopcy stanęli na wysokości zadania, wytrzymali trudy meczu, dynamika drużyny wzrasta. Myślę, że powinniśmy wygrać w regulaminowym czasie, byliśmy jednak o tę jedną bramkę lepsi – podsumował szkoleniowiec Naprzodu.

Dogrywka mimo kilku groźnych sytuacji nie przyniosła rozstrzygnięcia i sędzia zarządził rzuty karne. W tym elemencie gry lepsi okazali się janowianie, dla których dwukrotnie celnie strzelał ulubieniec publiczności, Miroslav Zatko. Jedynym skutecznym egzekutorem Podhala był Marcin Kolusz. – Szkoda tej bramki przed końcem meczu ale jestem szczęśliwy bo rzadko się zdarza, że obrońca strzela dwie bramki w serii rzutów karnych – podsumował popularny „Miro”.
 
 
Na górę
Strona główna


14 stycznia 2010r.
Krzysztof Kulawik, człowiek Naprzodu.
 
„Wchodziłem do szatni i nie wiedziałem, czy to aby na pewno nasi zawodnicy” – rozmowa z Krzysztofem Kulawikiem, szkoleniowcem Akuny Naprzód Janów.
Tydzień temu w Naprzodzie Janów doszło do zmiany na stanowisku trenera pierwszej drużyny. Postanowiliśmy zapytać szkoleniowca – którego życiowe losy nieustannie przeplatają się z Naprzodem – o przekrój swojej hokejowej kariery oraz zadania jakie stawia przed sobą oraz zawodnikami.

Andrzej Wróblewski: Jak rozpoczęła się Pańska przygoda z hokejem ?

Krzysztof Kulawik: Mając 14 lat zacząłem od tzw. „dzikich drużyn”. W tamtych czasach nie było grup młodzieżowych – jedynie juniorzy i seniorzy. W 1965 roku trafiłem do Naprzodu, po dwóch latach zrobiliśmy po raz pierwszy w historii klubu mistrza Polski juniorów, a rok później wicemistrza kraju.

Jakie były Pańskie największe sportowe osiągnięcia w roli trenera, a jakie jako zawodnika ?

– W karierze seniorskiej trzykrotnie wywalczyliśmy wicemistrzostwo i czterokrotnie brązowy medal. Jako trener najbardziej pamiętam pierwsze zdobyte z Naprzodem wicemistrzostwo Polski w roku 1989, za które w nagrodę zostałem wydelegowany przez PZHL na sympozjum hokejowe w Szwecji, gdzie można było sporo podpatrzeć i nauczyć się. Kolejne wicemistrzostwo przyszło w roku 1992 po porażce w finale z Unią Oświęcim,

Jaką funkcję pełnił Pan ostatnio w klubie przed objęciem stanowiska trenera pierwszej drużyny ?

– Trenowałem centralną ligę juniorów oraz pełniłem obowiązki koordynatora ds. młodzieży.

Kto w tej chwili zajmuje się szkoleniem juniorów ?

– W trening młodzieży włożyłem sporo pracy oraz czasu i dopóki będę miał siły poprowadzę obie drużyny.

A co z Markiem Koszowskim, który był asystentem trenera Lehockiego ?

– W tej chwili Marek asystuje Dariuszowi Haluchowi w grupie żaków młodszych oraz będzie pomagał również mnie, kiedy nie będzie możliwości pogodzenia wszystkich obowiązków w tym samym czasie.

Czy będzie Pan trenerem jedynie do końca sezonu czy istnieje możliwość przedłużenia kontraktu ?

– Ustaliliśmy z Prezesem, że funkcję obejmuję minimum do końca bieżącego sezonu, co do przyszłości – nie padły żadne konkrety.

Jak zareagowali zawodnicy na informację, że to właśnie Pan został nowym trenerem ?

– Może się mylę ale wydawało mi się, że zawodnicy byli na „tak”. Już po pierwszym treningu było widać, że ci chłopcy naprawdę chcą grać… co z kolei nas motywuje do pracy.

Czy na podstawie obserwacji drużyny z trybun ma Pan wyrobione zdanie co do jej ustawień, czy dopiero testuje Pan optymalne rozwiązania ?

– Każdy trener ma swoje wizje ale trzeba również patrzeć na co zawodników stać na dzień dzisiejszy. W drużynie widoczny jest brak dynamiki i wytrzymałości, oprócz tego gra ciałem nie wygląda tak jak powinna. Cały czas testujemy, rozmawiamy z zawodnikami – potrzebny jest kontakt. Jak wchodziłem do szatni to – widząc atmosferę – zastanawiałem się czy to aby na pewno nasi zawodnicy tam siedzą. Dziś ci chłopcy już wiedzą, że jeśli stworzymy kolektyw to coś możemy osiągnąć. Oni sobie doskonale zdają sobie z tego sprawę, że musimy ciężko trenować… i trenują. Planujemy zrobić dwie silne piątki, i trzecią, która będzie formacją bardziej defensywną.

Na pytanie o ocenę pracy trenera Lehockiego, o nieustanne roszady w formacjach, nowy szkoleniowiec poprosił o kolejne pytanie (uśmiech) twierdząc, że byłby nie fair oceniając pracę trenera, który nie może się bronić, poza tym jego rolą nie jest ocena pracy poprzednika.

Jak Pan ocenia potencjał drużyny na chwilę obecną, czy szóstka to wszystko na co było stać Naprzód czy można pokusić się o coś więcej ?

– Dziś mija równy tydzień odkąd przejąłem obowiązki trenera i w tej chwili jest to dla mnie trudne pytanie. Mamy zbyt wiele rzeczy do poprawy żeby wszystko funkcjonowało jak należy. W zespole brakuje wytrzymałości i dynamiki, a oba te elementy są niezbędne żeby grać lepiej. W tej drużynie jest potencjał i kibice to widzą, niestety żaden trener nie wpłynie radykalnie na poprawę gry w tak krótkim czasie – owszem może poprawić atmosferę oraz taktykę, która mocno szwankuje. Poza tym musimy pamiętać, że inne drużyny w tym samym czasie również trenują i chcą wygrywać.

Jak Pan postrzega tegoroczne „zakupy” obcokrajowców, którzy na tle nabytków innych drużyn PLH wyglądają blado ?

– Z tego co widziałem z trybun – wyłączając Zatko czy Kacira – obcokrajowcy faktycznie nic nie pokazali. Choć nie raz bywa tak, że nie zawsze cała wina leży po stronie gracza. O grze decyduje cały łańcuch powiązań. Chcąc oczekiwać dobrej gry musi wszystko funkcjonować na linii trener – zawodnik, trening – zawodnik, kolega – zawodnik, to wszystko idzie w parze. Nie wiem dokładnie w jaki sposób zawodnicy trafiali do klubu ale w moim przekonaniu sprowadzany zawodnik powinien zjawić się w klubie na testy – i to najlepiej przed sezonem – oraz przejść gruntowne badania medyczne.

Odejdźmy może od Naprzodu Janów i przyjrzyjmy się hokejowi w ogólnym zarysie. Jak Pan ocenia tegoroczny system rozgrywek? Zewsząd słychać opinie o tym, że zbyt dużo jest meczów „o pietruszkę”, że terminarz jest zbyt napięty, że wszyscy są znużeni…

– Zawsze byłem zwolennikiem rozgrywania większej ilości spotkań – w zeszłym sezonie było ich za mało – ale z drugiej strony trzeba mieć odpowiednie zasoby ludzkie i dobrze przepracować okres przygotowawczy. Jeśli pominiemy kontuzje i gramy na cztery piątki to nie powinno być żadnych narzekań. Co do systemu, to wydaje mi się, że ubiegłoroczny był atrakcyjniejszy dla widza – było więcej meczów, w których trzeba było walczyć o konkretne cele.

Na zakończenie chciałem zapytać o receptę na popularyzację hokeja w Polsce – jak przyciągnąć na lodowiska większą ilość kibiców, których sukcesywnie ubywa ?

– Po pierwsze praca, praca i jeszcze raz praca, która przekłada się na wyższy poziom wyszkolenia zawodnika, co z kolei ma bezpośrednie przełożenie na jakość widowiska sportowego. Druga sprawa to organizacja dodatkowych atrakcji na lodowisku, tak żeby ludzie przychodzili całymi rodzinami – jak to miało miejsce kiedyś, gdy dobudowywano trybuny bo ilość chętnych przekraczała możliwości techniczne obiektu. Od tego są działacze, również sponsor powinien wywierać presję na klub w tym kierunku.

Bardzo dziękuję za poświęcony czas i życzę wielu sukcesów na stanowisku trenera.
– Również bardzo dziękuję.
 
 
Na górę
Strona główna


09 stycznia 2010r.
III Mecz Przyjaźni dla WOŚP
 
Tradycją już stał się fakt, iż w drugą sobotę nowego roku na “Jantorze” spotykają się zawodnicy Naprzodu Janów oraz Ruchu Chorzów by przy pełnej hali zagrać dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. – pełna hala, widać, że ludzie się dobrze bawią, w szatni również panuje świetna atmosfera, szczytny cel, bardzo fajna impreza – wyrażał aprobatę zawodnik niebieskich, Radosław Gilewicz.

Cała imprezę rozpoczęli najmłodsi adepci sztuki hokejowej rozgrywając turniej mini-hokeja, którego zwycięzcą okazał się zespół MUKS Naprzód Janów. Kolejne pozycje zajęły drużyny: UKS Sielec Sosnowiec, MOSM Bytom oraz RTH Zryw Ruda Śląska. Główną część imprezy poprzedziła uroczysta prezentacja drużyn, a umiejętności swoje zaprezentowały cheerleaderki zespołu tanecznego “Elektra”.

Zagrzewani do boju przez Grzegorza Stasiaka zawodnicy wjechali na lód, choć jak co roku nie brakowało tych, dla których stanowowiło to nie lada wyzwanie. – trenowałem co prawda przed imprezą w Ożegowie, to jednak zbyt mało, najwięcej kłopotu sprawia mi zatrzymanie się i utrzymanie równowagi – wyznał w przerwie zawodnik w niebieskiej koszulce, Artur Sobiech. – o wiele łatwiej byłoby bez krążka i kija – przyznał kolejny z chorzowian, Michał Pulkowski – pierwszy raz biorę udział w tego typu imprezie choć przyznaję, że bardzo lubię hokej… w telewizji – dodał uśmiechnięty zawodnik.

W drużynie Ruchu Chorzów wystąpili gościnnie hokeiści reprezentujacy na codzień barwy Akuny Naprzodu Janów: Michał Elżbieciak, Marcin Słodczyk, Marek Pohl i Miroslav Zatko oraz gracze tyskiego GKS-u: Adrian Parzyszek i Robin Bacul. Szkoleniowcem Niebieskich został również tyski zawodnik, Sebastian Gonera. W drużynie gospodarzy zagrali m.in. byli olimpijczycy Naprzodu Krzysztof Bujar oraz Janusz Adamiec.

Zarówno prowadzący jak i sami zawodnicy robili wszystko aby tłumnie zebrana na trybunach publiczność nie miała czasu się nudzić. Dodatkowymi atrakcjami podczs meczu – oczywiście poza walką Niebieskich z lodem – była czasowa zamiana krążka na gumową piłkę oraz ponadplanowa liczba zawodników czy też krążków na lodzie. Oprócz tego Grzegorz Stasiak – jako mistrz ceremonii – zamienił zawodnikom odsiadywanie kar za przewinienia na ćwiczenia gimnastyczne i przeprosiny. – niektórzy piłkarze stawiają na lodzie pierwsze kroki i należy ich podziwiać, ale niektórzy po dłuższym treningu byliby dobrym materiałem na hokeistów – żartował w przerwie meczu Adrian Parzyszek – dobrym przykładem jest Krzysztof Bizacki, który ma już na swym koncie trzy bramki.

Mecz zakończył się wynikiem remisowym 9:9, a serie rzutów karnych nie wyłoniły skutecznego egzekutora.

W przerwach pomiędzy tercjami zlicytowano sporo ogadżetów klubowych spod znaku Ruchu, Naprzodu i nie tylko. Największą popularnością cieszyła się koszulka klubowa Wojciecha Grzyba, którą zlicytowano za 550zł oraz obraz z autografami Mariusza Czerkawskiego i Wojciecha Grzyba (500zł). Uwagę młodszej części widowni przykuła ogromna maskotka, która po zlicytowaniu (420zł) została przekazana dla dzieci z domu dziecka w Mysłowicach. Ciekawostką był kij hokejowy pamiętający czasy mistrzostw świata rozgrywanych w 1976r. w katowickim Spodku (200zł)

Pomimo nie sprzyjającej aury imprezę zwieńczył pokaz sztucznych ogni przed halą lodowiska.
 
 
Na górę
Strona główna


07 września 2009r.
Panie Prezydencie okaż serce!
 
Jako z jednej strony długoletni kibic naszego kochanego klubu, z drugiej szef redakcji strony klubowej po wielu przebytych rozmowach z kibicami hokeja z całej Polski oraz licznym gronem najwierniejszych kibiców KKS Akuny Naprzodu Janów postanowiłem wystosować w ich imieniu list otwarty do Prezydenta Miasta Katowice, Piotra Uszoka.

Prezydent Miasta Katowice
Piotr Uszok
(list otwarty)

Szanowny Panie Prezydencie

Jako mieszkaniec miasta Katowice, kibic hokeja, a jednocześnie zaangażowany, wieloletni kibic Katowickiego Klubu Sportowego Akuna Naprzód Janów ośmieliłem się napisać do Pana kilka zdań. Wszyscy wiemy, że światowy kryzys w ostatnich miesiącach dotyka również nasz kraj, w tym sponsorów, którzy jak tylko mogą starają się dokładać cegiełkę dla wsparcia polskiego sportu. Niestety kłopoty przedsiębiorców mają bezpośrednie przełożenie na budżety klubowe – w tej konkretnej sytuacji na budżet klubu, którego kibiców reprezentuję.

W naszej opinii decyzja Prezesa Zarządu Janusza Grycnera o wycofaniu drużyny z rozgrywek Polskiej Ligi Hokeja była przedwczesna i podyktowana głównie dramatyczną, pogarszającą się z miesiąca na miesiąc sytuacją finansową klubu. Niestety nasz sponsor tytularny, który bez zarzutu wywiązuje się z umowy sponsoringu i jest naprawdę wiarygodnym partnerem, nie jest w stanie udźwignąć ciężaru kosztów innych podmiotów związanych głównie z branżą górniczą, pokrywając całkowicie klubowy budżet.

Szanowny Panie Prezydencie – my ludzie związani z polskim hokejem – doskonale zdajemy sobie sprawę, że miasto w jakimś stopniu wspomaga już katowicki sport. Wiemy również, iż ze względu na mnogość dyscyplin ośrodków wymagających takiej pomocy jest sporo ale wszyscy w tym również Pan, zdajemy sobie sprawę, że sytuacja finansowa wielu podmiotów gospodarczych poprzez zbierający swe żniwo ogólnoświatowy kryzys stała się dramatyczna. Panie Prezydencie, zapewne zna Pan sytuację, w jakiej znajduje się w chwili obecnej polski hokej. Krótko mówiąc jest ona zła. Czarę goryczy dopełniają niestety ogólnie znane dysproporcje w pomocy dla hokeja miast ościennych i naszego miasta Katowice, dysponującego nieporównywalnym budżetem i zasługującego w moim przekonaniu na godną reprezentację.

Wiele ośrodków jak Łódź czy Bydgoszcz już zniknęła z hokejowej mapy Polski. Czy kolejnym ma być tak zasłużony dla miasta Katowice klub jakim z całą pewnością jest KKS Akuna Naprzód Janów? Czy takie duże i piękne miasto jak Katowice będące jednocześnie stolicą województwa nie zasługuje na posiadanie drużyny reprezentującej miasto w najwyższej klasie rozgrywkowej, w tak szybkiej i widowiskowej dyscyplinie sportu jaką jest hokej na lodzie? Co z młodzieżą, której szkolenie przy ul Nałkowskiej stoi na najwyższym poziomie? Jak zareagują ci młodzi chłopcy widząc, że dyscyplina sportu, którą ukochali nie ma żadnych perspektyw, a ich idole, z którymi do tej pory się utożsamiali zniknęli?

W dokumencie „Katowice 2020. Strategia Rozwoju Miasta” wśród priorytetów obecnej kadencji wymienia Pan m.in. „…tworzenie miejsc do wypoczynku, kultury, sportu i rekreacji…”

Kibice KKS Akuny Naprzodu Janów oraz inni solidaryzujący się z nimi w akcie desperacji kibice hokeja ślą na Pański adres e-mail dziesiątki listów z błaganiem o pomoc – niestety to wszystko co mogą zrobić. Za to Pan jako wybrany głosami mieszkańców przedstawiciel naszego Miasta może w jednej chwili pomóc klubowi, który do czasu kryzysu, mimo skromnej pomocy ze strony miasta radził sobie dobrze sięgając po coraz wyższe ekstraligowe cele.

Zatem w głosie rozpaczy tysięcy osób, którym na celu leży dobro zarówno klubu jak i hokeja w Polsce…. prosimy o wsparcie finansowe, które w budżecie miasta stanowi zaledwie kroplę. Jednak ta właśnie kropelka może skutecznie uchronić zasłużony katowicki klub przed upadkiem, z którego w obecnej rzeczywistości ciężko będzie się już podnieść.

Ja… od urodzenia mieszkaniec Katowic, kibic Katowickeigo Klubu Hokejowego Akuna Naprzód Janów gwarantuję… taki gest zostanie dostrzeżony już nie tylko wśród tysięcy mieszkańców naszego regionu ale w całej Polsce.

Z wyrazami szacunku
kibic hokeja w Polsce
Andrzej Wróblewski
 
 
Na górę
Strona główna

Komentarz:

*